Follow by Email

poniedziałek, 5 września 2016

Przypowieść o filiżance.


 Żył sobie na świecie pewien młodzieniec i podobały mu się wszelakie antyczne wytwory. Szczególnie upodobał sobie herbaciane filiżanki bo jak sądził mogą opowiedzieć wiele ciekawych rzeczy. 

  Pewnego razu wszedł do sklepu z antykami gdzie znalazł bardzo piękną i bardzo starą filiżankę. Młodzieniec wziął ja w ręce i zaczął się jej przyglądać gdy nagle naczynie do niego przemówiło:

  "Mój drogi wielbicielu- zachwycasz się mną ale ja nie zawsze byłam piękną porcelaną. Był taki czas kiedy byłam po prostu kawałkiem gliny. Leżałam miliony lat w ziemi i bezmyślność była moją jedyną rozrywką. Migały kolejne stulecia, rodziły się i umierały cywilizacje a ja ciągle czekałam sama nie wiedząc na co.

  I oto przyszedł mój Mistrz - podniósł mnie i zabrał do domu - rzucił na stół i zaczął męsić, turlać i wygniatać. Wciąż znów i znów wciskał we mnie swoje palce co bardzo mnie bolało i zakrzyczałam: Starczy tego! Zostaw mnie w spokoju!" On się tylko uśmiechnął i powiedział: "jeszcze nie czas".

  Z tymi słowami rzucił mnie na koło garncarskie i świat zawirował przed moimi oczami coraz szybciej i szybciej aż zlał się w jednolitą mgłę. "Co ty robisz?" zaszeptałam."Jest mi niedobrze- zatrzymaj ten koszmar" ale mistrz tylko westchnął ze zrozumieniem i kontynuował kręcenie nadając mi formę. Cicho odrzekł: "jeszcze nie czas".

  Następnie ostrożnie wstawił mnie do pieca. Nie wiedziałam, że na świecie bywa tak gorąco. Próbowałam otworzyć drzwi pieca i krzyczałam: "Tu jest goręcej niż w piekle! Spalę się doszczętnie! Wypuść mnie póki nie jest za późno!" Ale przez szybkę w drzwiach odczytałam tylko z ruchu warg: "jeszcze nie czas".

  I kiedy już wydawało mi się, że nadchodzi moja ostatnia chwila drzwi się otworzyły. Mistrz ostrożnie wyciągnął mnie z pieca i postawił na półkę gdzie wreszcie swobodnie odetchnęłam. Ale to nie był koniec.

    Jak tylko ostygłam i doszłam do siebie Mistrz zdjął mnie z półki i zaczął malować.A do tego pojawiło się coś strasznego - lakier. Jego trujące opary otoczyły mnie i zaczęłam już tracić świadomość i westchnęłam modląc się wręcz: "Proszę cię - nie można tak. Zmiłuj się nade mną. Czy ty nie masz nade mną litości?" Ale Mistrz tylko pokręcił głową i powiedział to co zwykle: "Jeszcze nie czas".

  Po malowaniu nagle znów włożył mnie do pieca. Tym razem było tam 2 lub 3 razy goręcej. Od razu zrozumiałam - to już śmierć. Zapłakałam ale łez nie było - nawet i ogniowych. Gorączka była nie do zniesienia, brak było już w ogóle sił. I oto gdy zdawało mi się, że widzę już ostatnie mgnienie swojego życia nagle poczułam, że Mistrz wyjmuje mnie z pieca. Znów postawił mnie na półkę gdzie ostygłam i oczekiwałam na kolejne cierpienia.

    Ale gdy Mistrz powrócił - podszedł do mnie i powiada: "I oto teraz nadszedł twój czas". Następnie postawił przede mną lusterko i powiedział: "spójrz na siebie" To co zobaczyłam było tak cudowne, że wykrzyknęłam: "to nie ja!" . To nie mogłam być ja - to było zbyt piękne. A Mistrz odpowiedział: "To jest to czym powinnaś się stać. Widziałem jak cie bolało kiedy ciebie wygniatałem ale musiałem usunąć z ciebie powietrze bo inaczej byś popękała. Wiedziałem, że straciłaś wszelką orientację kiedy kręciłaś się na kole ale bez tego nigdy nie przybrałabyś tak pięknej formy. Wiedziałem, że trujące opary lakieru były nieznośne ale bez tego pozostałabyś szara jak przedtem. Wiedziałem, że piec- szczególnie za drugim razem był najcięższą próbą ale bez tego byłabyś słaba i trudy życia z łatwością by cię przygniotły. Uwierz mi, że wszystko to czyniłem dla twojego dobra. Teraz stałaś się piękną filiżanką jaką sobie wyobrażałem kiedy brałem ciebie z ziemi. I teraz twoje życia nabrało sensu."

  Tutaj filiżanka zakończyła swoja opowieść i z jej błyszczącej krawędzi spłynęła łza wdzięczności. Młodzieniec zapłacił sprzedawczyni za filiżankę i wyszedł biorąc ją ze sobą.

  Opowieść filiżanki stała się gwiazdą przewodnią w jego życiu. I gdy los zsyłał na niego doświadczenia i chciałoby już się krzyknąć: "Dosyć już! Dosyć!" przypominał sobie słowa Mistrza: "jeszcze nie czas".   

źródło tłumaczenia:
https://vk.com/public68797554?w=wall-68797554_7960


Piękno zawarte materii musi duch zobaczyć,
Nie byłoby tym czym jest bez uduchowienia.

Ta przepiękna opowieść otwiera nam na życie oczy,
Takie jest nasze wykuwanie losu w celu doskonałości.

Świadomość rozszerza naszą osobistą jakość niewidzialnie,
A my i od środka ją swoimi doświadczeniami poszerzamy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz