Follow by Email

Listy stamtąd

                                 


   LIST OTWARTY Z TRANSCENDENCJI



            Masz teraz już klucz do poszerzania swoich myśli - to metoda skojarzeń w ciągu logicznym. Ujęliście to znakomicie w czterech prawach: czasu ich występowania, wspólnej przestrzeni, podobieństwa i różnicy. To wielkie prawo poszerzania wszystkiego co istniało w danym obszarze, a stworzone ciszą. Tylko w głosie ciszy można odnaleźć te wszystkie gamy, które teraz gracie; w ciemności tylko można odnaleźć światło w różnych odblaskach – od światła świecy do lasera. Życie rodzi się krzykiem, a śmierć rodzi się ciszą. Czy to takie trudne, aby pojąć, że na granicach wszystkiego istnieje ekstremalna wartość danego zjawiska?

            A zatem Bóg, to ekstremalna granica wszechrzeczy i zjawiskowo nieuchwytna bowiem Ducha nie można zobaczyć, usłyszeć, a Jest. To właśnie ekstremalne określenie
Nicości, to najwyższy Duch, który „Jest”, a „Nie ma”. Wszystko zatem jest, bo tylko to, co istnieje, może być dla was nieuchwytne na granicy dostrzegania przez was. Widzisz jednak, że problem dostrzegania nie oznacza progu istnienia. Jest dla was tylko to, co możecie uchwycić swoimi zmysłami, odczuciami w różnych formach wyrazu. Obraz, dźwięk, to podstawowe elementy waszego budowana świata. Potem odzwierciedlacie swoje myśli w tożsamości, czyli dostrzegacie obraz siebie samych, aby potem w tym obrazie dochodzić obrazu Boga, bowiem poszukujecie swojego Rodzica, który powołał was do życia w świecie żywych. To właściwe określenie, ponieważ potem przechodzicie do świata zmarłych. A skoro tak sami o tym mówicie musi istnieć drugi świat – bowiem nie ma niczego, czego byście nie określali w swoim obrazie konkretnym czy abstrakcyjnym.

            W każdym świecie jest to samo, chociaż nie takie samo, ponieważ jest na innym poziomie abstrakcji. Wy zaś konkretyzujecie ten obszar w swoim odzwierciedleniu. Śmierć to tylko życie w innym wymiarze przestrzeni i czasu. Poza czasem i przestrzenią jestem tylko Ja – Stwórca.

            Widzę, że ucieszyłaś się tym stwierdzeniem, że Ja mam swoje miejsce zarezerwowane wyłącznie dla Siebie, bowiem pragniesz, abym miał największy komfort swojego istnienia. Wynika to z twojej postawy wobec Mnie – twojego Ojca. Pragniesz wszystkiego, co najlepsze dla Mnie i tym właśnie kluczem – miłością, otworzyłaś tutaj bramę. W twoim  pragnieniu mojego komfortu czy wygody jest jeszcze wielkie zaufanie do mojej mądrości, która przewyższa wszystko inne i wiesz, że tylko Ja mogę ci wszystko wyjaśnić i pocieszyć w chwilach smutku i nieszczęścia.

            Wartością twoich rozważań na płaszczyźnie mistyki jest wielkie jej konkretyzowanie na płaszczyźnie fizycznej twojej  egzystencji. Jak widzisz, umiejętność konkretyzowania wszystkiego w działaniu, nie tylko precyzowania słownego, jest podstawą mojego oddziaływania we wszechbycie czyli wszechświatach, bo światów jest wiele.

            Mogę ci przekazać, że tylko Bóg ogarnia wszechświaty w swojej złożoności i przekształcaniu. Człowiek uważa tę możliwość za możliwą, ale tylko na zasadzie prawdopodobieństwa. Ja natomiast to całe prawdopodobieństwo przetworzyłem na konkretne egzystowanie w materii duchowej i fizycznie namacalnej. Granica waszego odbioru mojej konkretności funkcjonowania we wszechświecie jest u was odzwierciedlana w waszej zasadzie przybliżenia prawdopodobieństwa do rzeczywistości drogą kolejnych przybliżeń,
To już coś,  a więc jednak poszerzacie swoje rozumowanie na terenie filozoficzno-fizycznym,
zwłaszcza w dziedzinie fizyki subkwantowej i matematyki, którą potem możecie prawdopodobnie zastosować w praktyce. O czym to świadczy?  Że człowiek wie tylko tyle,
ile sam zobaczy na pewno, na pewno dotknie, zmierzy, zważy itd.

            Ujęcia ilościowe jakościowe w waszym odzwierciedleniu są jeszcze nieprecyzyjne, ale to kwestia czasu, Zawsze mówicie: przed tysiącami lat, przed wiekami, albo: za krótki okres czasu na to, aby już o czymś móc powiedzieć, że coś występuje na pewno. A zatem prawdopodobieństwo w waszych rozważaniach związaliście z pewną dozą niepewności. Niepewność wasza jest wyrażona lapidarnie i dosadnie w stwierdzeniu: ”Wiem, że nic nie wiem”. Jest to wszak bardzo ekstremalna brama dla wiedzy i niewiedzy jednocześnie. Ja natomiast „ Nie wiem, że wiem wszystko”. To też moje ekstremalne stwierdzenie o moim poznaniu tego, co stworzyłem przez Wielką Kreację w swoim Świętym Miejscu Duchowym.

            Mogę ci donieść, że Duchem Świętym nie jestem. Jak bym mógł być konkretnym Stwórcą, konkretnym Ojcem i konkretnym jego Synem w Duchu, gdybym był tylko Duchem?
Otóż tajemnica Trójcy Świętej, jak wy to ujęliście swoim dogmatem, jest dla Mnie wiecznym określeniem. Nie wyjaśnię ci teraz złożoności mojego występowania w trzech postaciach, chociaż jestem tym nieco zakłopotany. Myślę tak jak ty, a więc także mogę podlegać takiemu odczuciu. Mój kłopot polega wyłącznie na twoim niezrozumieniu Mnie, bowiem rozmawiać z kimś tak całkiem małym jest kłopotliwe. Jak wiesz, być mądrym to znaczy umieć swoje mądrości tak wyłożyć, żeby zrozumiał je każdy, nawet ten nie najmądrzejszy / to właściwie i delikatnie powiedziane/, ale też może jeszcze niżej należałoby zejść do całkiem niskiego poziomu rozwoju, do martwej natury, która jeszcze nie wie, że żyje sama w sobie. Trzeba całą swoją mądrość przed nią tak wyłożyć, aby wszystko tak pojęła jednoznacznie i potem mogła już samodzielnie rozwijać się i rosnąć w mądrość. Wszystko więc ułożyłem, w zależności od stopnia pojmowania wiedzy zapisałem w kwantach i jako kod, czyli klucz poznania i rozwoju zamknąłem w każdej najmniejszej cząstce bytu. Niech każda ma swój klucz do posiadania mądrości, czyli w każdej zasiałem wszystko to, co miałem, a więc całą swoją Istotę.
            Jak wiesz, kwantowe rozważania w waszej fizyce teraz owocują, stanęliście na takim poziomie swojego poznania, że stwierdzacie istnienie takich cząstek elementarnych jak neutrino czy anty-neutrino. Skąd dowiedzieliście się o tym? Czy na podstawie obserwacji?
Nie, bowiem bez-masowość nie można ująć w parametry liczbowe. Możecie tylko dedukować o ich występowaniu na podstawie zachowania, funkcji, czyli uchwyciliście wskazujące czynniki w ruchu i na podstawie zachodzących zmian w badanym polu mogliście coś na ten temat powiedzieć.

            Jak zatem chcielibyście uchwycić Moje istnienie w kategoriach mierzalnych? Nie wiadomo wam, z jakich powodów wszystko to, co dzieje się wokół was i w was nie daje wam analogicznych dedukcji o Moim istnieniu. Przecież to całkiem logiczne i analogiczne rozumowanie. Ale wy, a raczej większość z was uważa, że Bóg to istota przez was wymyślona i kierujecie się wyłącznie własną możliwością stworzenia wszystkiego, a  raczej poznania wszystkiego – bowiem niczego jeszcze samodzielnie nie stworzyliście. Odkrywacie
Tylko to, co Ja stworzyłem, a wam umożliwiłem poznanie przez Swój plan waszego rozwoju.

            Jak widzisz, posuwasz się do przodu do Mojej osobowości przez swoje „milczenie”, przez swoją miłość i wiarę. Możesz więc śmiało powiedzieć, że ciszą tu tylko można wejść.
W tym przypadku milczenie oznacza ciszę i spokój myśli. Cichość jest bowiem podstawą medytacji, twórczości i stworzenia na początku świata. Cisza tylko daje i wprowadza harmonię. Cisza to nie jest milczenie dosłowne, a tylko łagodność wibracji, która umożliwia łatwość przepływania myśli – neoenergii, przez wszystko co istnieje w materii i duchu.

            Materia, jak wiesz stwarza duży opór dla przepływu energii i neoenergii, i to właśnie utrudnia uchwycenie myśli na niskim poziomie rozwoju w świecie żywym i materialnym. Doskonalenie aparatu mózgowego jest związane z rozwojem delikatności
materii, w tym przypadku waszej tkanki nerwowej. Można stwierdzić zatem, że tkanka nerwowa jest miejscem zrodzenia się waszej duszy – świadomości w ciele zwierzęcym. Popatrz na hasło „tkanka nerwowa” w encyklopedii a zrozumiesz różnicę w przepustowości informacji – myśli między wami a zwierzętami. Wszelkie myśli są Moimi myślami, a wy odzwierciedlacie Moje myśli w was samych poprzez uświadamianie ich w sobie na obszarze własnej egzystencji duchowej. Cała wasza twórczość, inwencja czy koncepcja, czy też wena – jak wy to określacie –wynika z odzwierciedlania Moich myśli w was.

            Każdy twórca ma większą zdolność niż odtwórca w ujmowaniu rzeczywistości. Na waszym poziomie egzystencji też wyróżniliście takie kategorie działania, więc twórcy i odtwórcy –a kto jest stworzycielem? Może więc i w tej dziedzinie można znaleźć dla Mnie miejsce? Stworzenie, tworzenie i odtwarzanie.

            Weź na przykład swój początek w materii, gdzie ulokowałem cię za granicą stworzenia – byłaś tylko proszkiem, pyłem sub-kwantowym, który sam nie mógł niczego ani stworzyć, ani odtworzyć. Mogłaś być tylko „embrionem” w egzystencji wszechrzeczy. Ale wszak chciałem ci dać indywidualność i możliwość rozwoju, poruszyłem zatem twój potencjał jednocześnie – bowiem zamknąłem swój  majątek w tobie i dałem ci błogosławieństwo znakiem krzyża. To właśnie podział mocy i energii na cztery części, po których miałaś się posuwać w swojej drodze życia i rozwoju. Ty to intuicyjnie odzwierciedliłaś i przekazałaś innym w trakcie swoich wykładów na temat rozwoju duchowego człowieka, jak człowiek może się  zorientować w swoich czynach i określić swoje miejsce na tym właśnie obszarze.

            Widzisz zatem, że intuicja to już bardzo dużo, to podstawa do zrozumienia wszystkiego. Ale intuicja nie jest w stanie wszystkiego od razu odzwierciedlić, bowiem wtedy człowiek nie może zapamiętać całej wiedzy przyswojonej intuicyjnie. To macie
Właśnie zawarte w swoim stwierdzeniu, że człowiek nie może zbudować doskonalszego komputera niż jego mózg. Nikt z was nie jest w stanie skonstruować czegoś doskonalszego w swojej funkcji niż on sam. Ale Ja mogę, bo mam wszechwiedzę i wszechmoc. Sami tak określiliście moje możliwości w swojej teologii, w nauce o Mnie.

            Widzisz zatem, że jeszcze daleko wam do programu doskonalenia się was w materii i duchu, a to z dwóch powodów: po pierwsze, że ducha niektórzy odrzucają  i po drugie – co możecie wyodrębnić w waszych twórczych działaniach jako istotny czynnik inspirujący rozwój?

            Do skonstruowanych przez siebie komputerów możecie tylko wrzucić to, co sami posiadacie, ale jak dołożyć odpowiednią informację doskonalącą wynik, który chcecie uzyskać na końcu „obliczeń myślowych”? Wszystkie możliwe dane już zawarliście w programie i dzięki pracy komputera możecie tylko przyspieszyć swoje wyniki, ale nie możecie ich przez komputer udoskonalić. Możecie je uwolnić od błędów, ale tylko wtedy, jeżeli wasze dane są bezbłędne i jeżeli konstrukcja maszyny jest bezbłędna. 
Jeżeli cos wam nie wychodzi, mówicie: to był błąd w sztuce. Ale w waszej teologii jest jedna moja cecha przez was uchwycona – nieomylność, Jak wy zatem możecie dojść w swoim odzwierciedleniem Mnie do tej właśnie cechy?

            Moje rozumowanie jest zawsze całościowe, a nie wycinkowe, jak wasze. Doszliście już do spostrzeżenia  tej cechy w waszym tak zwanym holistycznym podejściu do zagadnień. Gorzej jednak z waszą praktyczną działalnością w tej dziedzinie. Wyłączność tej cechy dla mnie zarezerwowanej jest ewidentna. Jak chcecie urzędować holistycznie na tak małym wycinku rzeczywistości jak wasza ziemia i wasz kosmos? Jesteście tylko małym punktem na nieboskłonie i w wielkiej przestrzeni kosmicznej. Wy jednak uważacie, że jesteście najwięksi i najlepiej uzbrojeni w narzędzia poznawcze. Czyżbyście odzwierciedlali moją cechę wszechpotęgi? Ejże? Ja nie mam cech negatywnych, a wy to nazywacie u was pychą. Jak zatem dalej z wami dyskutować na tle tego negatywnego odbicia? Otóż mogę ci dalej prowadzić ten wywód. Spokojnie usiądź i wyłącz swoje ludzkie „ja”, wtedy będę mógł łatwiej, nie jako automatycznie, narzucać ci mój ciąg myśli. Musisz wiedzieć, że stan umysłu, który otwiera się na  Większego jest wolny od barier, które w nim narosły i usuwa tę granicę, przez którą mogę z tobą rozmawiać.

            A zatem czy myślisz, że Bóg ma cechy negatywne, takie jak pycha, samoświadomość swojej wszechmocy, itp.? Powiem ci , że to, co negatywne, tylko w materii się zrodziło – to takie krzywe „zwierciadło”, które odzwierciedla negatyw mojego pozytywu. Wy też podczas robienia zdjęć najpierw otrzymujecie negatyw, a potem dopiero pozytyw. Otóż przez tę analogię mogę z tobą łatwiej dyskutować.

            Wiesz już, że materia to ten obszar rzeczywistości, w której odbijam siebie jako duchową naturę, ale początkowo materia odbija mój negatyw. To właśnie taki „szatan”, który jest potężny jak Ja, ale ma tylko negatyw tej potęgi. Negatyw zatem nie tylko jest niejasny. To co u mnie jasne, dobre, piękne – w negatywnym odbiciu staje się ciemne, złe i brzydkie. Należy zwracać uwagę nie tylko na zewnętrzne jego cechy, ale również brać pod uwagę wpływ tych cech i negatywne skutki jakie zachodzą w trakcie wywoływania „negatywu”.

            Otóż w momencie świadomego już odzwierciedlania rzeczywistości zdobyliście moje odzwierciedlenie w sobie jako negatyw i pozytyw jednocześnie. Byliście niejako
pomieszani w swoim odbiciu Mnie w sobie, Plan mój bowiem aby was powołać do życia i usynowić na swoje podobieństwo zakładał wasz wkład w akt stworzenia. To właśnie ta pula waszej woli twórczej w dochodzeniu do siebie i do Mnie droga oczyszczania i doświadczeniami na poziomie materii. Chciałem was usynowić, ale nie chciałem wam niczego narzucać na siłę. Wbudowałem więc w wasze nasienie gen wolnej woli.  Wola ta na początku waszej rozwoju nie była wolna, bo jak można coś właściwie rozwijać, jeżeli nie ma się o tym zielonego pojęcia, i jak wam dać od razu wszystko w tym zakresie? Bylibyście wtedy niebezpieczni dla samych siebie, jak zresztą nawet obecnie na waszym poziomie umysłu to czynicie – bawicie się energią atomową jak by o było takie  nieważne eksperymentowanie i nie przynosiło negatywnych skutków łącznie z zagładą ziemi i ludzkości.

            Wracajmy jednak do poprzednich rozważań o komputerze, który może być zaprogramowany na doskonalszy obiekt niż was mózg, Co ja takiego włożyłem do waszego bio-komputera /mózgu/, jaki jest ów potencjał, który niesiecie?

            Otóż pozwoliłem wam właśnie rosnąć i doskonalić się na drodze rozwoju poprzez pracę na różnych płaszczyznach dojrzewania w materii. Można by to było nazwać wolą twórcza. Wy nie wiecie na czym to istotnie polega, tak by ująć to w informacje dla komputera. Otóż wola twórcza to siła ukierunkowana na rozwój. Siła to w waszym pojmowaniu woli to siła dążenia. Ale jaka to siła? To siła duchowa, nie materialna, bo materia jako forma sama z siebie tej siły nie wygenerowała. Jak zatem możecie w programie dla komputera zawrzeć siłę duchową, w którą nie wierzycie? Jak wam umożliwić w zakresie waszego rozwoju w technice wtedy, kiedy poszukujecie rozwiązań doskonalących pracę komputera wyłącznie w sferze rzeczywistości materialnej?

            Zamknęliście sobie u Mnie „bank informacji i to cały problem. Kiedy bank kredytowy zamykacie /to tylko przenośnia/ macie kryzys; w tym przypadku występuje kryzys w dziedzinie rozwiązań elektronicznych i technicznych. Dochodzicie do pewnej granicy swoich możliwości tworzenia tego, co teoretycznie macie w pewnych ramach wyznaczone. Dzięki Bogu, że macie jeszcze „tęgie głowy” – Nobel się wam o to postarał,
Aby ten i ów na swoją własną rękę w poszukiwaniu prawdy przywołał Mnie w sobie,
Żeby ze mną podyskutować, nie zawsze zresztą świadomie. Ja wtedy jako mistrz chętnie podpowiadam, co i jak należy uczynić, aby uchylić rąbka prawdy.

            Dyskusje fizyków i niektórych filozofów nie ograniczają się wyłącznie do czterowymiarowego świata materii, ale otwierają się na wielowymiarowy świat ducha, Na podstawie swoich badań i wiedzy intuicyjnej stwierdzają, że subtelny świat ducha istnieje, że jest pierwotny, i że w nim właśnie zawarta jest cała potęga wiedzy. Na przykład Sedlak napisał traktat o próżni, w którym stara się udowodnić, że świat w rzeczywistości materialnej ma kolebkę swoją w próżni, która jest pełnią, czyli potencjałem dla całego rozwoju życia. Takie stwierdzenia są dla was do przyjęcia, ponieważ tylko między wierszami zaznacza ślad „spirytusu”, czyli ducha.

            Miejcie odwagę mówić o Duchu , Duszy i Bogu. Dlaczego wstydzicie się mówić o Mnie i o Moim istnieniu? Czyżbyście odzwierciedlali Mój wstyd, że takich was stworzyłem?
A może jesteście zawstydzeni tym, że macie Ojca? No, no, bywa i tak. Może zastanowicie się, dlaczego wstydzicie się często Mojego i swojego ojcostwa? Każdy normalny człowiek według waszych określeń nie wstydzi się ojca – jeżeli jest on wspaniały i wart szacunku i miłości. Czy Ja nie jestem tego wart? Dlaczego ludzie często wstydzą się o Mnie mówić? Chociaż to ci właśnie najczęściej myślą o Mnie z pewnym niepokojem, a w chwilach niepokoju, a zwłaszcza nieszczęścia – wołają o Mnie na ratunek. Ujęliście nawet w słowach taką sytuację: „gdy trwoga to do Boga”.

            Może jednak zawrócisz do dyskusji nad pracą komputera. Komputer szereguje dane w systemie dwójkowym: tak – nie. Pamiętasz jak pouczał Jezus ludzi jak mają dokonywać wyboru w zakresie dobra i zła. Mawiał: tak, tak, nie, nie. Wy w swoim rozumowaniu i wyborze danych macie inny system: „może tak, może nie” Wasz proces myślowy na obszarze waszego poznania charakteryzuje wysoki stopień niepewności odnośnie wyboru prawidłowych zachowań i informacji. Można powiedzieć, że wprowadzacie analizę wstępną danych. Prawdopodobieństwo błędu to wasza obrona przed porażką, jako że nikt z was nie lubi przegrywać, a ta cecha to też odzwierciedlenie mojej cechy w waszym negatywie.

            Ile zatem jeszcze negatywnych odzwierciedleń Mojej postaci w was?

            Jak długo nie zdobędziecie pozytywów Moich cech, tak długo będziecie błądzić w swoim życiu i cierpieć na swojej drodze rozwojowej. Doszliście nawet do zupełnego zwątpienia, że w ogóle kiedykolwiek dojdziecie do Prawdy Absolutnej. A skąd takie stwierdzenie, że skoro nie wierzycie w prawdę absolutną Mojej obecności?

                        Bo Ja jestem – Prawdą Absolutną!     


            Odebrała: Maria Brachacka, 24.10.1887r.



            Wartości swoje wszystkie pozbierajcie
i ułóżcie przed sobą piękny wzór wzrostu
i poszukiwania piękna.
            Myśli wasze są pełne zagubionych marzeń, może warto na nich właśnie oprzeć cały wzór życia, aby nabrało blasku i znalazło punkt odniesienia w miłości i nadziei.
            Nie czyńcie gwałtownych kroków, nie poszukujcie rzeczy niezwykłych,
bo to zwykłe i zwyczajne jest najbardziej ludzkie i pełne wartości.
            Pokochajcie Swój dzień codzienny i świętowanie,
ale nie myślcie o czymś czego nie można znaleźć poza Sobą.
            Zanurzcie Swoje serca we własny wewnętrzny świat,
tam rozbrzmiewa właśnie melodia Albinioniego.
            Otwórzcie bramy do Swojej istoty, wtedy Ja otworzę Wam
Moje wrota do Domu Światła i Światłości.
            Tu bowiem Wasze pierwsze miejsce i ostatnie
po długich wędrówkach życia w różnych formach.
            Nadajcie obecnej formie Swojej człowieczej piękno wewnętrznym życiem
i odpocznijcie nieco, aby znużenie odeszło i znowu serce zabiło mocniej nadzieją spełnienia.


W-wa, 15.03.1998r.

 
Od Maryli/Mari/


            Życie jest miłością, miłość niesie życie, które ramą miłości jest. Uwypukla boski aspekt w życiu, które człowiek cierpieniem nacechował. Jak lustra odbijają siebie wzajemnie, tak jeden człowiek winien widzieć swą miłość w drugim. Nowy ciąg luster stwarzam na ziemi, co odbijają mnie samego we mnie.


*


            Samotność Boga to miłość bez ludzi. Samotność ludzi to miłość bez Boga. A więc samotność jest jednią o dwóch twarzach, boskiej i ludzkiej, którą tylko miłość może nasycić. Co pragnieniem serca tworzysz ma głęboki sens, bo tylko przez miłość możesz dojść do zbawczej krainy światła, a prawa moje są miłością dane. 
 
Od Maryli       

Pamiętajcie, że istnieje mądrość ponad wszystkie mądrości, która decyduje o was wszystkich, która wie, jaka realizacja waszych pragnień pozwoli uniknąć największych cierpień. Powinniście tej mądrości zawierzyć.

*

            Jestem zalążkiem waszej świadomości, to mój majątek wam dany. Wybierzcie z życia wszystko dobro, a odrzućcie plewę i walkę ze swoim żalem. Co sami stworzycie, mieć będziecie, jak Bóg, co ma tylko samo stworzenie swoje. Oprawić to jeszcze trzeba miłością do samego siebie i braci, bo bez niej tworzenie jest walką, ma ono kosmiczny wymiar samotności. Życie jest miłością, miłość niesie życie, które ramą miłości jest. Uwypukla boski aspekt w życiu, które człowiek cierpieniem nacechował. Jak lustra odbijają siebie wzajemnie, tak jeden człowiek winien widzieć swą miłość w drugim. Nowy ciąg luster stwarzam na ziemi, co odbijają mnie samego we mnie.

 

                        Listy prof. Sedlaka


List Nr. 1  z 1 sierpnia 19993r.

  Zgłasza się Sedlak. Nie bądź zaskoczona. Dzień Dobry. Skup się, wsłuchaj się w wewnętrzny głos i pisz.
Wielka jest moc światła świadomości. Wiedziałem bardzo wiele, ale zawsze byłem ograniczany swoim dogmatyzmem religijnym co w pewien sposób hamowało śmiałość moich wypowiedzi. Teraz jestem wolny i szczęśliwy. Opadły wszelkie bariery materialne i społeczne, które utrzymują nas w niewiedzy.
Miałem rację- na początku było światło a światło było u Boga a Bogiem było światło.
Ty to rozumiesz i intuicyjnie odgadujesz moją przemianę. Pamiętaj, że bariery prędkości światła są tylko umowne i świadomość nie obarczona ignorancją powinna po treningu nauczyć się przekraczać wszelkie płaszczyzny przestrzeni i czasu,
Wiesz, że świadomość to dusza człowieka i ona właśnie decyduje gdzie przynależy do świata duchowego. Świadomość to światło umysłu- to podstawa moc życia, która nie ma początku i końca, a która wcielając się w materię- ciało człowieka staje się indywidualnością i podmiotem. W ten sposób tworzy się boskość w naturze.
Moje życie po śmierci jest fascynującym sprawdzianem moich poglądów odnośnie próżni, którą traktowałem jako pełny potencjał życia.
Nigdy nie marzyłem o tym , że będę mógł o tym pomówić po przejściu na drugą stronę życia.
Wiedziałem, że teoretycznie istnieje taka możliwość, a teraz mogę sprawdzić praktycznie.
Ciesz się wolnością swojej sytuacji- nie jesteś księdzem, nie jesteś zakonnicą, a osobą niezależną o dużej intuicji intelektualnej. Pamiętaj o mnie proszę i przeczytaj jeszcze raz moje książki- teraz znajdziesz w nich nowe rzeczy, które wtedy przegapiłaś.
Moje przejście na drugą stronę nie było trudne, byłem skąpany w świetle od samego początku kiedy opuściłem ciało i nie przechodziłem przez żaden tunel. Przyciągnęło mnie światło, które było mi zawsze najbliższe – o czym świadczą moje książki.
Próżnia złociła się i bieliła się, a ja byłem wszędzie gdzie chciałem. Bóg ma swoje sposoby na upartych uczonych i odczułem, że Bóg żartuje ze mnie, a ja byłem taki zawstydzony.....
Teraz jestem już spokojny. Pomówimy jeszcze nie raz na różne tematy, które Ciebie interesują, a tymczasem odpocznij sobie po tym nadzwyczajnym liście pisanym światłem.

Kłaniam się

Sedlak 

 
List Nr 2  1 września 1993r


Mówi Sedlak. Dzień Dobry.

Miło mi, że znalazłaś czas, aby ze starym porozmawiać, ale wiem, że rozmyślałaś o problemie świadomości i chciałabyś się nieco więcej dowiedzieć.
  Moim zdaniem problem świadomości powinien być analizowany i rozpracowywany przede wszystkim przez psychologów. Wiesz już, że świadomość to nad-energia a raczej moc życia.
Świadomość to istnienie- to bycie na każdym poziomie egzystencji. Na niższych poziomach bezpodmiotowych jest to istnienie bez uświadomienia /refleksji/ nad swoim istnieniem.
  Pamiętaj bo to ważne, że wszystkie zjawiska o najwyższej wartości ewolucyjnej zawsze przychodzą na świat materialny drogą odgórną, a zatem poziom najwyższej świadomości.
  Najwyższej jaźni uniwersalnej czy kosmicznej obdarzającej ludzi samoświadomością.
Bez niej nie byłoby ani człowieczeństwa ani bóstwa.
  Podstawowe pole stwórcze, które nazwałem tutaj polem ideo-plazmowym jest polem czystej świadomości, które jest światłem światłości. Przez światłość możesz rozumieć osobową jaźń nad podmiotową. Światłość to najsubtelniejsza dla Was niedostrzegalna „neomateria” Stwórcy Wszechrzeczy. To jego jedyne ciało przez które sam przejawia się na poziomie transcendencji i ogarnia całą stworzoną naturę jako swoją manifestację istnienia w wszechbycie.
  Pole transcendencji wyłania próżnię jako kolebkę światła, które w formie fotonów daje początek wszystkiemu. Pole transcendentalne jest polem ideo-plazmowym gdzie psitronowe światło emanuje życie, potencję rozwojową dla wszystkich planowanych procesów życiowych całej natury.

Kłaniam się    Sedlak
 
List Nr 3    z 28 września 1993r.


Dzień Dobry. Mówi Sedlak...


Chcę Ci dziś powiedzieć, że wartością mojej tutaj obecności jest możliwość pełnego sprawdzenia, że światło jest w Próżni, ale nie uwzględniłem tego, że światło jest również poza Próżnią- a więc błąd. Zapisz sobie zatem, że światło jest kolebką Próżni. Fotony to dzieci Próżni, które potem „iskrząc się” kontynuowały swój lot w materię.
  Nie miałem też racji, że pole elektromagnetyczne jest polem podstawowym.
  To pole jest pewnego rodzaju „polem roboczym” w świecie materii fizycznej. Pole elektromagnetyczne przenika wiele subtelniejszych pól np.: pole świadomości, które jest nośnikiem informacji.
  Jest ono podstawowym polem życia- Światłem Najwyższego Umysłu, który stwarza wszystkie energie i powoduje proces wszystkich transformacji w świecie w odniesieniu do energii i materii.
  Świadomość czysta nie oznacza, że jest bezideowa, bezmyślna, bowiem świadomość, a raczej nad świadomość na najwyższym poziomie Stwórczym jest wypełniona Ideami i Mocą!
  Moc światła ideo-plazmowego jest najwyższą nieokreśloną mocą i nie znajdziesz dla niej żadnych możliwości pomiaru.
   W zależności od rozwoju ducha indywidualnego w podmiocie można ją „zmierzyć” inteligencją człowieka, mocą tworzenia i siłą miłości.
   Wierność idei Bogu daje możliwości nieograniczone nawet gdy człowiek ma ziemskie ograniczenia dogmatyczne.
   Bóg Stwórca idei sam ideą nie jest, jest samozapalającym się źródłem światła.
   Jest to pochodnia żywa, która nigdy się nie spopiela.
Światło to jest samoświadome, które nigdy nie zrodziło się i jest nieskończone!


Na razie.

Kłaniam się

Sedlak

 
List Nr 4   z dnia 8 grudnia 1993r.


   Musisz wiedzieć, że prawda o Bogu jest zawarta w nas samych. Należy zagłębić się w swoje źródło, w swój korzeń stworzenia i dotrzeć do serca swej jaźni. Jaźń człowieka to cząstka Boga, który jest potencjałem dla całej drogi rozwoju przez różne etapy ewolucji.
   Można dojrzeć w sobie Boga w chwilach uniesień wielkiej miłości, poświęcenia i radości z powodu zachodu czy wschodu słońca: ale najczęściej dzieje się to w sytuacji wielkiej, palącej tęsknoty za Źródłem Prawdy i Poznania.
   Niestety wszystkie religie zamazują ten czysty i prosty kontakt z Bogiem przez cały szereg rytuałów, które często są niezrozumiałe dla ludzi.
   Tutaj gdzie jestem, w Świecie Duchowym mój kontakt z Bogiem jest dzięki Światłu!
   Rozumiem Światło. Rozumiem Światło, kocham Światło i chociaż jestem jego cząstką, tęsknię za twarzą Boga, za ludzką twarzą Boga. Dzięki tej tęsknocie jawi mi się przede mną obraz Jezusa Chrystusa, który wyłania się z bezkresnego oceanu światłości. Chcę Ci jednak powiedzieć, że chociaż jako uczony jestem szczęśliwy, że sprawdziły się moje hipotezy – z grubsza to żal mi moich marzeń o człowieczym niebie o tych kategoriach, które wyobrażałem sobie na ziemi.
   Myślę, że okres adaptacji do nowej rzeczywistości i to, że za jakiś czas nowa sytuacja zatrze stare marzenia przez człowieczy umysł kształtowane. Kocham Światło, kocham Chrystusa, ale również kocham ludzkie moje marzenia z przeszłości.


Kłaniam się

Sedlak
 
List Nr 5  z dnia 11 grudnia 1993r.

Dzień dobry, mówi Sedlak....
    Porównaj klimat wypowiedzi w listach, które do Ciebie przesyłałem, a zorientujesz się, że są odbiciem kolejnych moich stanów świadomości. Świadomość tutaj oczyszcza się i zmienia swoją delikatność wibracji, aż do dochodzi do pełnej czystości.
Mówiłem Ci, że czysta świadomość, to świadomość wypełniona ideami, a więc i marzeniami o miłości, o prawdzie, o pięknie wspólnocie rodzinnej wszystkiego co żyje. Ostatni mój list do Ciebie był nabrzmiały nostalgią za ludzkimi marzeniami i tym co nieznane a tylko przeczuwane.
   To z czym zetknąłem się tutaj trudno mi opisać w prostych ludzkich słowach- chociaż zawsze uważałem, ze prawdziwa mądrość to prostota.
Nam ludziom na ziemi brakuje wielu słów na wyrażenie stanów subiektywnych doznań i przeżyć, oraz a może zwłaszcza, określenia sytuacji zewnętrznej, w której się znajdujemy.
    Okultyzm nie był mi obcy – te wszystkie ciała astralne, mentalne i eteryczne.... ale tak naprawdę wszystkie one przenikają się nawzajem i trudno je traktować oddzielnie. Dla mnie świadomość – odbiór informacji, zdolność do jej odbioru jest złożona z tych wszystkich elementów poznawczych i emocjonalnych. Na tej płaszczyźnie gdzie przebywam oczyszczamy się u siebie, swoją świadomość w pierwszym etapie ze wszystkich grzechów, czyli negatywnych myśli, uczuć i uczynków. Musimy dobrze rozliczyć się w sobie przed Bogiem z wszystkiego co było naszym życiem i ukorzyć się przed swoją małością. Potem możemy odpocząć i zastanowić się nad swoim dalszym rozwojem i sytuacją, w której się znaleźliśmy. Nie jesteśmy samotni spotykamy tu swoich bliskich – miłość nas spotyka i zawsze możemy z tymi których kochamy nawiązać kontakt. Kontakt ten jest telepatyczny, porozumiewamy się myślowo i uczuciowo.
Czas tutaj nie ma takich granic jak na ziemi.
Tutaj nie egzystuje się w pośpiechu.
   W zależności od miejsca w świecie duchowym czas możemy wypełniać zgodnie ze swoimi pragnieniami i marzeniami.
   Ja w większość czasu spędzam w bibliotekach, gdzie napotykam wiele ciekawych, dla mnie istotnych twierdzeń. Teraz lepiej rozumiem słowa Jezusa Chrystusa, które niedokładnie przedstawiono w ewangeliach. Spotykam swojego Mistrza, jego Matkę, ale ma to dla mnie mniejsze znaczenie jak tego pragnąłem na ziemi. Kocham ich swoją ludzką synowską miłością, ale teraz jestem bliższy bo wróciłem do domu. W tej sytuacji rodzinnej inaczej się układają nasze stosunki, są bardziej naturalne i proste.
Każdy ma swoje obowiązki i zadania.
   Jestem jeszcze w okresie adaptacji do nowych sytuacji i sam jestem zainteresowany moimi duchowymi przemianami. Wiele zrozumiałem, inaczej patrzę na dogmaty religijne i rolę kościoła. Wiem również, że moje życie nie poszło na marne, że wiele serc i umysłów poruszyłem, a może też rozczuliłem. Nie chcę pamiętać ostrych słów, które kierowałem w stronę tych, którzy według ówczesnej mojej opinii byli ignorantami. Przykro mi, że nie byłem bardziej tolerancyjny, przepraszam ich za to.
   Mówiłem często, że mam trudne warunki bytowania, że nie czuję się najlepiej, a przecież Bóg dawał mi siłę do pracy twórczej i za to jestem Mu wdzięczny całą duszą.
   Kiedy ponownie będę na ziemi planuję wydać walkę materii z chorobami- marzę o tym, aby Bóg pozwolił mi, dzięki mojej wiedzy, w nowych już warunkach sprostać temu zadaniu.
   Wiem, ze istnieją duże możliwości oddziaływania na nasze pole bioplazmowe, które jako podstawowy nasz wzorzec odpowiada za wszystko co dzieje się z naszym ciałem. Oczywiście muszę jeszcze przemyśleć problem Karmy, który był mi dość odległy. Są pewne Prawa i Prawdy, których człowiek nie może pominąć- to właśnie pokora.

Kłaniam się   Sedlak

  
List Nr 6   z dnia 25lutego 1994r

Dzień dobry mówi Sedlak

   Wielce się cieszę, że wspominasz mnie z miłością i życzliwością, mam bowiem jasny wgląd we wszystko co dzieje się na ziemi i mogę obserwować zachodzące zjawiska na każdym poziomie życia.
   Obecność moją odczułaś intuicyjnie bowiem pragnąłem tego kontaktu aby przekazać moje dalsze doświadczenia. A więc - jestem teraz w takim stanie świadomości, że mogę jasno precyzować wszystko co czego doznaję i przeżywam.
   Znajduję się w jednej z astralnych planet, która nazywa się Wimania. Jest ona miejscem uczonych z różnych planet fizycznych. Jest to piękna planeta, gdzie wszyscy mogą podnosić swoje kwalifikacje i poznawać nowe dziedziny wiedzy. Większość budynków to gmachy wyższych uczelni i bibliotek; oczywiście jest to nasza kreacja myślowa. Ponieważ wszyscy mamy jednakowe pragnienia poszerzania wiedzy i prowadzenia wspólnych dyskusji w komfortowych warunkach.
   Jak widzisz ten świat, w którym przebywam nie jest ani niebem ani czyśćcem ani piekłem. Jest to po prostu piękny świat, na który zasłużyli tacy jak ja za wysiłek, za wszystkie udręki w pracy twórczej na ziemi. Świat astralny jest jakby wzorcowym światem dla ziemi ale jakże daleko jeszcze do aktualizacji tego wzorca.
    Mam możliwość podróżowania po innych planetach astralnych, gdzie odbywamy sympozja i konferencje naukowe.
    Spotykam się też z moimi rodzicami i przyjaciółmi z lat młodzieńczych. Miło tu i bardzo spokojnie. Będę tu długo rezydował, bo obecnie nikt mnie nie wyrzuca na ziemię. Przestałem tęsknić za tym wszystkim co na niej zostawiłem. Przywiązywałem wagę tylko do książek, a tutaj mam ich bez liku. Chcę jeszcze zaznaczyć, że życie na ziemi jest tylko szkołą i to szkołą rekrutów, aby w tym świecie można było realizować najpiękniejsze swoje marzenia. Ludzie zatem powinni być pełni marzeń i pragnień aby wykształcić swoją twórczą wyobraźnię bo ona tutaj ma moc stwarzania rzeczywistości. Powinni też pamiętać aby być dobrymi ludźmi z miłością i życzliwością otaczać wszystko w środowisku społecznym i przyrodniczym. Wtedy tylko po opuszczeniu ziemi i przejściu na tę stronę zostaną przywitani z taką samą miłością.

Kłaniam się


Sedlak
    
 
List Nr 7   z 2 marca 1994r.

Witam
Mówi Sedlak


   Jestem szczęśliwy, że mogę o tym wszystkim z czym spotykam się tutaj z kimś pomówić.
Pisałem wszak w swoich książkach, że świadomość skupiona miłością i pragnieniem nawiązania kontaktu może być wysyłana pod odpowiedni adres i również odbierana przez nadawcę o ile świadomość odbiorcy jest na tyle przygotowana, że może odbierać telepatycznie sygnały. Otóż moje twierdzenie teraz sprawdzam namacalnie. Cieszy mnie to, ze czytając moje wywody na ten temat uwierzyłaś mi.
   Chcę opisać jak odczuwam tutaj moment adresowania do mnie twojej świadomości.
W mojej „głowie” – bo i tu mam głowę – pojawia się świetlny punkt, który sygnalizuje mi, że ktoś do mnie chce coś powiedzieć, ktoś daje mi sygnał pragnienia kontaktu. Wtedy zatrzymuję swoje aktualne myślenie i tylko wewnętrznym uchem nasłuchuję, a potem telepatycznie nadaję swoje informacje. U ciebie jest ten sam mechanizm odbioru.
   Świadomość człowieka, jak już zaznaczyłem, jest światłem umysłu, mocą jego rozumienia i podstawą inteligencji i dlatego dzięki niej możemy się porozumiewać pomiędzy różnymi poziomami rzeczywistości. Myśli biegną z szybkością nad świetlną i żadne bariery nie są w stanie ich zatrzymać. Przenoszenie informacji zachodzi wyłącznie drogą falową.
   W tym świecie duchowym, w którym przebywam porozumiewamy się wyłącznie telepatycznie nie tracimy słów nadaremnie i porozumiewamy się w lot nie tracąc czasu na wyjaśnienia z racji stu procentowego rozumienia przekazywanych informacji.
   Oczywiście znajdujemy się w grupie jednorodnej pod względem poziomu duchowego i rozwoju umysłowego. Trudno ludziom w to uwierzyć, że nasz świat jest analogicznym światem do ziemi, ale na wyższym poziomie abstrakcji. Gdyby ludzie wiedzieli o tym za życia żyliby według praw i prawd dekalogu a miłość byłaby motorem wszelkich działań oraz chęci zdobywania wiedzy.
   Nadmieniałem już, że myślenie twórcze i wyobraźnia twórcza mają tutaj moc stwarzania rzeczywistości. Jeżeli ktoś za swojego życia na ziemi myśli tylko kategoriami przyziemnymi i koncentruje się na zdobywaniu dóbr materialnych to nie rozwija w sobie tych cech. Wtedy musi zgodnie z właściwościami swojej duszy przynależeć do odpowiedniego poziomu świata duchowego a w tym świecie dalej będzie kreował to do czego jest zdolny.

Kłaniam się


Sedlak


Rozmowa Boga ze mną

Maureen Moss


Najdroższe Serca,

Jak zawsze potwierdzam w modlitwie wasze zdrowie.
Wczoraj kilka godzin spędziłam w nieruchomej ciszy na moim tarasie z tyłu domu. Potrzebowałam tego. Ciszy pośród natury chciało mi się bardziej niż jeść i pić. 
Usadowiłam się na leżaku, blisko krzewów róż, mając widok na odległe góry. Obok ułożyłam swój dziennik i parę dobrych książek. Wzięłam kilka głębokich oddechów odczuwając wdzięczność za ten piękny dzień i obserwując jak jeleń przemyka nieopodal, a kot śpi zwinięty w kłębek na swoim ulubionym fotelu.
Po jakichś dziesięciu minutach dwa motyle zaczęły tańczyć w niewielkiej odległości ode mnie. Z przyjemnością przyglądając się ich zabawie i w pełni doceniając i szanując ich drogę transformacji ku wyzwoleniu i wolności, zwróciłam moje myśli ku naszej, człowieczej transformacji.
Moje serce zaczęło myśleć, czego wymaga od każdego z nas przejście od trójwymiarowej, pozornie skończonej, ludzkiej istoty, zagubionej w iluzji, do nieskończonej i boskiej istoty, podnoszącej żagle i nawigującej ku nowej rzeczywistości. Poczułam potrzebę sięgnięcia po mój dziennik i zaczęłam spisywać wszystko to, na co wyraziliśmy zgodę.
Przełączanie i podłączanie na nowo, restartowanie, wybuchy na słońcu, wybuchy emocjonalne, tranzyty, ruchy wsteczne, ból odłączenia, łączenie się z obecnością Ja Jestem, uczenie się, jak kochać siebie, uczenie się, jak kochać jeden drugiego, wnoszenie światła w nasze cienie, wchodzenie i wychodzenie z ciemnych nocy naszej duszy, wchodzenie w nasze Ciała Świetliste, bycie szczęśliwymi bez powodu, uwalnianie się od naszego bagażu, trzymanie się z dala od dramatów, przekraczanie, przetwarzanie, transcendentalna medytacja.
A następnie, oczywiście, jak harmonijnie spotkać się ze wszystkim i ze wszystkimi, jak łączyć się głęboko i każdego dnia z Bogiem, przeciskać się przez jedno ucho igielne za drugim (ażeby poszerzyć obszar dla wzrostu naszej duszy), utracić wszystko pozornie święte, podnieść swoje wibracje, poszerzyć pola energii, uświadomić sobie, że jesteśmy wielowymiarowymi istotami i zrobić coś w związku z tym, iść doliną cienia śmierci tysiąc razy albo i więcej, przebaczać, zapominać i pamiętać.
Potem mieć kilkaset aktywacji Światła, dowiedzieć się o naszym Mer-Ka-Na, naszym Mer-Ka-Ba, stać się autentycznym, być obecnym, nie przywiązywać się, nie ulegać wpływom i być zrównoważonym (!), nie brać niczego osobiście, pozostawać w stanie wdzięczności i dobrego zdrowia, przemieniać Planetę, tworzyć Nowy Świat i stać się w pełni Bogiem w fizycznej formie.
Siedziałam i gapiłam się na kartkę w lekkim szoku i wielkim zdumieniu.
A w następnej chwili pojawiło się pytanie: czy ktoś próbował powstrzymać nas przed podjęciem się tego herkulesowego wyczynu? Przecież powstrzymalibyśmy dziecko przed zjedzeniem zbyt wielu ciastek, na litość boską! Prawda jest taka, że nawet, jeśli ktoś z naszych znamienitych Doradców sprzed wejścia w to wcielenie powiedział: „Być może bierzesz trochę za wiele na siebie tym razem” – to wspólnie z naszą duszą wiedzieliśmy, że jesteśmy potężni i mocni, genetycznie przysposobieni przez naszego Ojca/Matkę Boga, dzięki czemu możemy robić rzeczy pozornie niemożliwe do zrobienia i zmienić bieg historii raz na zawsze – no i zeszliśmy.
Jak mógłby ktokolwiek z nas, pomyślałam, uznać, że nie jesteśmy zdumiewający, cudowni, potężni i mądrzy oraz warci wszystkiego co najlepsze?!
Jesteśmy najwyższymi, odważnymi istotami Światła!
Ja Jestem najwyższą, odważną Istotą Światła!
Wypowiedziałam te słowa głośno, a wtedy czakra mojego serca szeroko się rozwarła, a łzy popłynęły mi z oczu. Na najgłębszym poziomie mojej istoty poczułam nieskończoną miłość i połączenie z każdym z was w tej zgodzie podjęcia się wyczynu takiej miary i wielkości, że znajdowanie drogi poprzez to, a potem zaledwie nazwanie tego transformacją brzmi śmiesznie. Jesteście zdumiewający, a ja oddaję wam honor i kocham was.
A także głęboko jestem wdzięczna tym, którzy wybrali doświadczenie przeciwne, czyli nie poddanie się transformacji tym razem, a zamiast tego odegranie roli ciemności i nienawiści po to, ażeby inni mogli świadomie wybrać inaczej i szukać jedności, a nie destrukcyjnej separacji. Raczej wcześniej niż później ta nienaturalna niszcząca separacja zniknie (prawdziwym celem jest teraz wyraźne rozświetlenie siebie.)
Czuję głęboką miłość do wielu tych, którzy przechodzą przez uderzenia i wstrząsy energii, i pozorne straty, nie rozumiejąc nawet dlaczego. Czy możecie sobie wyobrazić cząstki siebie, które nie rozumieją powodu, dlaczego tak się dzieje? Myślałam o naszej Jedności w wielości naszych części.
Kiedy tak trwałam w mojej nieruchomości i odczuciach, usłyszałam jak Duch spokojnie mówi do mnie: “Otwórz swoje serce szerzej i weź głęboki oddech.” Zrobiłam tak. Wtedy poczułam, jak jestem transportowana głębiej w wibrujące współbrzmienie z Bogiem. Nie było takiego miejsca, w którym spokój i Jedność byłyby nieobecne. Odetchnęłam głęboko. Poczułam lekkość.
 „Miłość i spójność, jaką czujesz, jest wibracją Jedności, nieskomplikowaną wibracją niezbędną dla każdej ludzkiej natury, by była w stanie dokonać swojego wzniesienia, tak, by mogło być ono podtrzymywane i kontynuowane. To z tego poziomu wibracji całe Światło może z łatwością popłynąć w głąb ciebie, cała Miłość może cię pochłonąć, całe Życie z łatwością może być dla ciebie dostępne, a wszystko to jest Mną, mogącym z łatwością wyrazić się jako ty.  
Połącz się głębiej. Stań się spiralą w obrębie tej wibracji, oscylującej jako Jedno. Pozwól sobie na bycie wchłoniętą przez spiralę Jedności, wzbudzoną przez obecność twojego Ja Jestem. Połącz się z tym jeszcze głębiej.
Wyjdź teraz poza połączenie i stop się z tym w Jedno.”
(Głos pochodził z mojego serca, nie z głowy) Kontynuowałam łączenie się z wibracją zgodnie ze wskazówkami.
„Każdy z was podjął decyzję wzięcia najostrzejszego zakrętu ewolucji, jaki można sobie wyobrazić, a jest to wyczyn, jakiego żaden wcześniej gatunek przed wami nie dokonał. Wybraliście w imieniu Miłości, zarówno dla ewolucji duszy, jak i dla Mnie, żebym mógł zstąpić w całej pełni i na koniec w całej pełni się wyraził przez każdego z was na waszej planecie Ziemi, która chce przetrwać i dostroić się dzięki takim właśnie pragnieniom.
Jesteście w najwyższej służbie, jaką można sobie wyobrazić podczas pobytu na Ziemi. To, co robicie na zewnątrz jest drugoplanowe w stosunku do tego, co robicie w swoim wnętrzu.
Ostatecznie wewnętrzny świat i zewnętrzny zleją się w jedno, bez żadnych podziałów.
Proszę was teraz, żebyście utrzymywali Moją wibrację w swoim wnętrzu stale w ciągu tych dni i miesięcy, które są przed wami, aż przygotowania do zakończenia cyklu czasu zostaną zamknięte. Pomogę wam utrzymywać Mnie w was i zapalać Mnie w was. I wtedy przekroczycie próg pomiędzy starym i nowym światem. To wam obiecuję.
Macie wszystkie moje skłonności i uzdolnienia, moi ukochani. Pamiętajcie o tym. Niech wasze „ja” odejdzie, żebym Ja mógł wejść i mógł się wspaniale wyrazić jako wy. Jeśli to ma nastąpić, muszę być w samym środku was, zawsze. Chwila jedności jest niczym innym jak smakiem pełni.
Następnym krokiem w waszej ewolucji jest doświadczenie pełni, bez przywiązań, poprzez ustabilizowane wibracje miłości, spokoju, harmonii i jedności. Ja Jestem stabilną wibracją każdego z was, bez jednej myśli czy odczucia w związku z tym. Ja po prostu Jestem Tym. I to będzie prędzej czy później dostępne dla każdego z was, kiedy pragnienie wolności was ogarnie.” 
Tak więc moja ewolucyjna pielgrzymka trwa wraz z kolejnymi rozmowami i wskazówkami. Wiem z całą pewnością, że pragnienie Boga, by pokazać się w pełnej gali poprzez nas nie jest tylko metaforą czy tematem do rozmowy. To jest prawda i jeśli na nią zezwolimy, będzie to nasza najwspanialsza przygoda na Ziemi.
Wiedzcie, że jesteście kochani.

Maureen
President of The World Puja Network, LLC



Przekład: Marta Figura




Maria Brachacka

Napisała mi na str. tytułowej tego zbioru poezji:
                              "Miłość jest niepodzielna - jedna i jedyna, 
a jeżeli podzielisz ją w swoim sercu to tylko pomnażasz szczęście 
- oby tylko twoje serce to wytrzymało...  
Mistrz"    21.07.1999r.

Tym, co poszukują 

Maria Antoni
Animacja Światła

Jaką miarą nam mierzyć swój obszar istnienia?
Ciężarem ludzkich zmagań, wielkością dociekań,
Rozstrzygnięciem problemów tych co są i "nie ma" 
A może przeogromną ilością zapytań ?
A może tylko jedynym istotnym pytaniem -
O sens najmniejszej każdej egzystencji,
Kto nas wszystkich na drodze życia ustawił,
Że pragniemy się stawać więksi, coraz więksi, 
Czyją wielkość usiłuje móc odtworzyć 
I dlaczego żyjąc w ciągłym niepokoju 
Na coś czeka, kogoś szuka gdzieś w przestworzach.
W tych pytaniach kształtowanych wiedzą, wiarą,
Chcemy znaleźć swoje miejsce egzystencji 
Przez składanie swoich myśli na ofiarę
Za NADZIEJE, bo nie chcemy przecież  więcej 

Gwiezdne oczy 

Warto czasami posiedzieć samotnie
W swoim pokoju, a stając przy oknie
Do gwiazd swe oczy zwrócić z zapytaniem:
Czy to jest pewne, że tam jesteś Panie?
Wtedy zamrugam gwiezdnymi oczami
i wyślę światło między powiekami
Trzepocząc lekko złotym, gwiezdnym pyłem.
Stań więc przy oknie i spojrzyj przez chwilę
W me gwiezdne oczy, w moje to spojrzenie
Zanurz swe serce, by całe zwątpienie
Rozwiać w ciemności i zajaśnieć siłą.
Warto czasami pomarudzić nieco,
Zwalić na gwiazdy, że zbyt słabo świecą,
Na słońce, które chmurą przystrojone,
Na wiatr, że wieje swe myśli szalone
i na mnie, że zbyt srogo spoglądam a daleka....
Jak myślisz, czy twe słowo samo skądś wycieka?
Czy to twa dusza tutaj przyleciała,
Bo jej zbyt ciasno w tobie, bo jesteś za mała
W swoim ziemskim obrysie zwykłego człowieka. 


Strata

Czas zawirował w niebie i na ziemi,
A w karcie jego tajemnych przeznaczeń
Znak Krzyża objął naszą ludzką miłość
Jak ramionami, w których już inaczej
Mielibyśmy odtąd zostać połączeni...
I było ciemniej, ciemniej coraz ciemniej,

W tym wielkim świecie rozłączonych cieni,
Wszystko runęło w sobie razem ze mną.
Na strzępy bólu bez łez się rozpadło,
By spocząć w jednym przywalonym grobie
Rozbitą chwilą ostatnią zwierciadła.
Odprowadzałem ją na całą wieczność,
W przestrzeń zakrytą obszaru stworzenia,
Który nas wchłaniał w Twoją ostateczność,
A rozpacz ciszą krzyczała - Jej nie ma!
Coś jakby wyło jęczało, zamilkło,
To moja dusza umilkła bezradnie
Szukając w Tobie swego zawieszenia
Tylko w tym jednym - nie ma, jej nie ma...




 
Wołanie o pomoc

Ostatni okres w moim trudnym życiu
Żłobił niedbale zmarszczki na mym czole
I kładł się cieniem pod mymi oczami,
Które zapadły spojrzeniem w niedolę
Mej własnej ludzkiej, zwykłej bezradności.
Walczyłem z sobą, walczyłem z innymi,
Chodziłem z twarzą jak pątnik pokutny
Co bez uśmiechu spotyka dzień każdy,
W którym depresja szarością swej nuty
Zaćmiła obraz mej szczęśliwej gwiazdy.
Nie miałem w sobie już żadnej nadziei,
Przestałem wierzyć w cokolwiek i marzyć,
Wiedziałem jedno – jestem utrudzony,
Bo przyszła pewność, że nic się już zdarzyć
Nie może dla mnie, co serce rozgrzewa,
By tam odszukać to, co utraciłem
W sobie i w drugich, w czasie rozproszonym
Idąc przez życie, w tym co roztrwoniłem
Bezmyślnym gestem, czy niebacznym słowem,
Myśl wirowała w głowie mej zmąconej,
Myślałem – ojciec, dom rodzinny, matka...
Przywoływałem ich twarze stracone,
Aby zrozumieć to, co do ostatka
Przekazywali własnym przykładem.
Lecz te powroty do czasu dzieciństw
Nie przynosiły mi nic z ukojenia.
Czułem jak gorzko smakują przeżycia,
Kiedy zostają już tylko wspomnienia
I nic poza tym, co nie jest tęsknotą.
Wiedziałem jedno, że czas, w którym żyłem
Nie znajdzie w sobie samym rozliczenia
Że przeszłość również nic mi nie odkryje,
Bo minęła, a chcąc zrozumienia
Muszę na wszystko popatrzeć od nowa.
Szukałem zatem własnej perspektywy,
Z której wykreślę nowy kąt myślenia,
Aby ratunek przywołać w potrzebie
Budując pomost mego ocalenia
Przed własnym cieniem, który mnie okrywał.
Pragnienie tego, aby się ocalić,
Było wołaniem mnie samego we mnie,
A skierowane było gdzieś do „Dali”
Rządzącej wszystkim cicho, potajemnie,
Wyznaczającej sprawiedliwość w świecie.
Chciałem ją jakoś przekonać – błagając,
By chciała zbliżyć się do mnie małego,
By przemówiła dając mi odpowiedź
Na moje pytanie rzucone: „dlaczego”
Tak bardzo szarpie się po mojej drodze?
Chciałem Jej zadać jeszcze wiele pytań,
Na które próżno wyjaśnień szukałem.
Chciałem Ją samą o sens życia spytać,
Bo właśnie teraz najbardziej się bałem,
Że sens swojego życia utraciłem.
I to błaganie było jak modlitwa,
O której dawno przecież zapomniałem,
A teraz sama we mnie się zbudziła
I ze zdziwieniem czułem, że się bałem
Już mniej jak przedtem – swego zagubienia.
Najpierw zamilkłem jak ktoś zaskoczony
Nagle przez kogoś, a potem w pokorze
Szepnąłem cicho, by nikt nie słyszał,
Tylko Ty jeden w tej Dali: „Mój Boże
To jednak jesteś, choć nie znam Twej Twarzy”
Któż bowiem inny mógł mi odpowiadać
Na głos modlitwy teraz tak żarliwej?
Pamiętam – kiedyś mówiła mi matka –
Że wtedy człowiek czuje się godziwiej
Jeśli nie straci z swym Ojcem kontaktu.
Chociaż nie miałem odpowiedzi w słowie,
Czułem ją wnętrzem własnego wymiaru.
Wiedziałem teraz, że sterany człowiek
Dochodząc klęski i tego obszaru,
Który jest bólem – sam nie pozostaje.
Zacząłem zatem swoje medytacje
Poprzez słuchanie wewnętrznego głosu,
Rzucając w niebo wszystkie gorzkie słowa,
By je odbiło echem swego losu,
Bo jak jest w niebie tak i na ziemi,
Czułem, że echo to jest coraz bliżej,
Że słyszę odzew na moje wołanie
I że samotność i rozpacz odchodzi,
A spływa spokój i nowe czekanie
Na inny wymiar mojej świadomości.
Czekałem zatem na Głos z Wielkiej Dali,
Na to co pytam tak głęboko w duszy.
Wierzyłem Niebu, że ześle odpowiedź,
Bo przecież wiara i góry poruszy
I miłosierdzia otworzy swe bramy.
I tak słuchałem siłą własnej woli
Cały w skupieniu, w czasie, zawieszony
Swojej pamięci, w swojej niewiadomej
Na słowo dali:

„Jesteś już zmęczony,
Przysiądź więc ze mną na skraju wieczności;
Posłuchaj siebie więc we mnie, w swym korzeniu,
Którego ziarno w słowo oprawiłem,
Abyś je odgadł i w nieśmiertelności
Odnalazł klucze, te które zgubiłem
Dla ciebie, w wielkim ogrodzie stworzenia,
Byś mógł powrócić tu poza granice
Czasu, przestrzeni i bytu wszelkiego
Byś poznał wszystkie swoje tajemnice
W mojej tej jednej, ukrytej dlatego
Przede mną samym – bym się też nie strudził..”


Szukanie znaków

Zamknąłem w sobie drzwi mego mieszkania,
Bo przecież domu już teraz nie miałem
I cicho krocząc jakby do ołtarza
W świat szedłem, ciągle na nowo szukałem
Twej innej dla mnie w życiu obecności.
Szukałem wszędzie, głęboko wierzyłem,
Że nadal żyjesz, choć jesteś zakryta
Nowym wymiarem czasu i przestrzeni.
Miałem tę pewność, że kiedyś odczytałam
Znaki na drodze do twego spocznienia,
Podróżowanie od Góry zacząłem
Tej jasnej, blaskiem twarzy Matki,
"Pod Twą obronę" do księgi wpisałem
Za nas oboje, ale księgi kartki
Były oddzielne dla żywych i zmarłych
Do Księgi Żywych - jakbym skargę składał
Wraz ze swoimi dwiema obrączkami,
Symbolem tego com kiedyś posiadał,
A teraz chciałem znów w Tobie ożywić.


Pielgrzymka do Medjugorie

Wiedziony chęcią sprawdzeni przeżycia
Cudu nowego Twego objawienia
Do gó dotarłem aż do Medjugorie
I tak się bałem czy doznam zwątpienia,
Czy mi w swej łasce dasz znak z wysokości.
Widziałem tłumy zewsząd rozmodlone
Ufnością serca i pragnieniem duszy,
Więc zawierzeniem spokojnie czekałem
Na jakiś sygnał, który mnie poruszy
Budząc najgłębsze pokłady nadziei.
A wtedy, wichrem wpadły w duszę słowa
Siłą ogromną gdzieś rzucone z Dali..
I wiem, że słów tych nigdy nie zapomnę,
Bo wciąż, na nowo słyszę je na fali
Wspomnień, o moim wielkim wewnętrznym przeżyciu
Głos mówił:

"Ty mnie tutaj nie widziałeś,
Ale witam w twoim wielkim śnie o Bogu,
Daję ci złote ramy - po to przyjechałeś,
Aby w nie wpisać me odwieczne słowa:
Pokój nich będzie z wami, Alleluja"


Częstochowa

Otwarta Brama

Podczas wędrówek przeważnie samotnych,
Ciągle się czegoś starałem nauczyć.
Ważyłem myśli, wartości, uczucia
Swoje i innych, aby z nich wykluczyć
Te, które obraz niespójny dawały.
W książkach szukałem, w poezji, muzyce,
W bajkach ludowych i świętych obrazach,
W encyklopediach i proroczych słowach,
Tych co zawarte w biblijnych przekazach,
Które wiekami mądrości uczyły.
Wiele pytałem, wszystko gromadziłem,
Umiałem słuchać i patrzeć umiałem,
Gdzie rozum nie ma dostępu łatwego.
Wtedy, gdy trudno było coś ogarnąć
Świadomą myśłoą i wyliczeniami,
Swą intuicją poznawałem Prawdę
Radzą się Nieba, by razem z gwiazdami
Ustalić racje i słuszne wybory.
I tak sumiennie, z uporem składałem
Jak z klocków zamek - swą filozofię.
Wiedziałem teraz gdzie iść i którędy,
Gdzie mam przyspieszyć i odpocząć trochę,
By nie zakłócić ogólnej harmonii.
Bal u szatana dobrze pamiętam..
Na wielką próbę byłem tam proszony,
Lecz nie mam żalu o to do nikogo
Grałem uczciwie i choć udręczony
Wyszedłem stamtąd z nietkniętym obrazem.
W jasnej swej myśli, nowych skojarzeniach,
Które w prezencie od Nieba dostałem,
Zacząłem swe życie inaczej pisać,
W ramach mirażu ducha poszerzałem
I moje serce, które już nie moje.
Klucz mi rzucono za wszystkie cierpienia
I w grę tantryczną wpleciono za miłość,
By mnie wybawić, bym szedł nową drogą,
Co obiecano mi, by się spełniło,
Że tam gdzie miłość - ograniczeń nie ma!


 
Kuszenie

Nawiedził mnie burzliwy dzień piorunem
I błyskawicą diabeł kusiciel,
A w jego cień przesłonił moje oblicze
W zwierciadle, które wypadło z ram
W karykaturę krzywiąc moją postać.
Patrzył mi w oczy swym bezczelnym wzrokiem,
Piekielnie się starał hipnotyzować,
Mizdrzył się, wdzięczył, aby mi pokazać
Jak bardzo postać swoją chce kreować
Na podobieństwo mojej ludzkiej twarzy.
Chciał mnie zachwycić swoim własnym słowem,
A mówił pięknie kłamiąc i fałszując,
O mej przyszłości, w której chciał ołtarza
Dla swego pana, wszystko obiecując
Za mą uległość i upadłe serce.
Witaj – przemawiał – chcę z tobą uzgodnić
Twe najtrudniejsze życiowe zakręty,
Na których coś się może nie udawać,
Licz wtedy na mnie, choć nie jestem święty,
Ale jak bratu przyrzekam pomagać.
Co chcesz osiągnąć tym swoim uporem,
Tą ciężką pracą jakby na ugorze,
Gdzie bijesz pokłon utrudzonym czołem
Wołając: ratuj i dopomóż Boże!
Bo jest ci ciężko i sam nie potrafisz.
Ja ci pomogę nawet bez wołania –
Bo twój Bóg milczy w dali obojętny –
Wszystko ci rzucę aż pod same nogi,
No, może będzie to wykrętne,
Ale tak łatwo wtedy świat podbijesz,
A serca swego i rąk nie utrudzisz.
Ja ci przyrzekam, że to, co jest czyjeś,
Będzie dla ciebie wyłącznie dla ciebie.
Będziesz szczęśliwy, ty o tym marzyłeś...
Proszę zastanów się, o tym nikt nie wie.
To cóż, że duszę swoją za to stracisz,
Czy warto o nią tak bardzo się zmagać?
Tu za to teraz żyć będziesz mógł łatwiej,
Tu za to teraz będziesz się udawać
To o czym myślisz w swoich skrytych słowach...

Wrzasnąłem dziko, prawie nieprzytomny:
„Idź precz ode mnie szatanie do diabła”
I wtedy cicho sfrunął anioł do mnie –
Mój stróż niebieski, a choć twarz mu zbladła,
Był cichym szczęściem cały rozświetlony.


Jestem


Jestem jak gładka kryształowa kula,
Jestem jak wir wątpliwości i nadziei,
Jestem jak wiatr, który kędyś w sobie hula,
Jestem jak niedźwiedź wychodzący z kniei,
Jestem jak miara wglądu w siebie samą,
Jestem jak kropla ciekawości życia,
Jestem bez granic, niezamknięta ramą,
Jestem radością i miłością bycia,
Jestem jak mała tajemnica Jaźni,
Jestem rozsądkiem i umysłem duszy,
Jestem jak barwy - tęczy wyobraźni,
Jestem jak przestrzeń, co czasem się wzrusza,
Jestem tak sama, ale nie samotna,
Jestem jednością i częścią jedności,
Jestem Naturą, lecz czasem przewrotną,
Jestem spragniona głębokiej miłości,
Jestem i patrzę, słucham i notuję,
Jestem wciąż w drodze i wzrastam do słońca,
Jestem biegnącym światłem medytując,
Jestem początkiem, ale nie mam końca,
Jestem wciąż jestem - życie w sobie snuję,
Jestem tęsknotą i jestem tęskniąca...


Zrozumienie drugiego


Jak trudno nam zrozumieć drugiego człowieka.
To wielka, wielka sprawa i nader nie łatwa.
Patrzymy wszyscy z bliska, a jednak z daleka
I wszystko, chociaż jasne, zaciemnia się, gmatwa,
Dając nam obraz szary, nieostry i mglisty...

Siebie jeszcze nie znamy, choć jesteśmy bliscy
Dla siebie samych, jak więc poznać innych,
Móc drugiego zrozumieć w sposób oczywisty,
By po drodze nie szukać tylko samych winnych,
A siebie wciąż rozgrzeszać, rozgrzeszać, rozgrzeszać...

Jesteśmy wszak lustrami człowieczej rodziny,
Patrzymy w swoje oczy aż do głębi duszy...
Jesteśmy tacy sami - chociaż każdy inny
I chyba tylko miłość nasz egoizm skruszy
Oddalając samotność wędrowania w życiu.

Jeden w drugim powinien widzieć własną miłość
Projektując tęsknotę za swoją bliskością,
By życie znów ożyło - stało się godziwe,
Nacechowane szczęściem, a nie samotnością
W bezsensownym wyścigu by mieć więcej, więcej...


Dialog

Wiele już zrozumiałem, ale nie do końca,
Wszystko w sobie zważyłem, zmierzyłem ostrożnie,
A potem wyłożyłem przed niebem, by w końcu
Ktoś mnie dojrzał jak stoję cicho i nabożnie.
Warto - myślałem - czekać, aż się niebo znudzi,
Miałem dosyć już jednostronnej mowy.
Wpajano mi od dziecka, że niebo nie dla ludzi,
A więc tęskniłem za nim zwyczajnie, na codzień.
Błagałem wszystkich świętych, by za mnie prosili,
By wyjątkowo jakiś znak zesłano...
Święty dialog nawiążę - tak cicho marzyłem
I spoglądałem tęsknie gdzieś w górę na kraniec.
Aż nagle we mnie, ktoś w środku ktoś cicho zawołał...
Zdziwiłem się, bo nieba n zewnątrz szukałem.
Ktoś dostrzegł mnie, zrozumiał, ktoś, kto także czekał.
Byłem szczęśliwy - dialog nawiązałem..


Bliskie spotkania


Nikt ci nie uwierzy, bo jak tu uwierzyć, 
 Że byłeś w świetle, że z nim rozmawiałeś,
Wszyscy się dziwią, choć mówią pacierze.
Widać modlitwa ich niedoskonała.
Przez nią do światła przecież otwieramy
Swoje wewnętrzne "ja" w duszy ukryte
To pierwszy stopień naszego spotkania,
By przejść następnym, śmiercią w nowe życie.
A w trzecim stopniu naszego zbliżenia
Słucham co mówisz, oceniam, pocieszam,
Bo w tej istocie tyle zawstydzenia
I jedna wielka prośba - bym rozgrzeszył.
A ja rozgrzeszam, jestem miłosierny,
Musisz sam w sobie wszystko złe wybaczyć,
Sprawiedliwości zawsze jestem wierny.
Więc może warto zacząć żyć inaczej?
A może pomyśl, że w życiu codziennym
Najbliżej siebie staniemy na drodze:
Uściskiem dłoni, pomocą wzajemną,
W kręgu ludzkiej wspólnoty - gdzie człowiek.


Upomnienie

Wracaj do siebie z odległych przestrzeni,
Gdzie swoje myśli błaganiem wpuściłaś,
Zawracaj kręgiem światła obok cieni,
Drogę masz wolną, duszę oczyściłaś.
Nie czas ci jeszcze na powrót do Domu,
Jeszcze masz tyle tutaj do zrobienia,
Stań w swoich myślach koło mnie wspomnieniem
W swojej spowiedzi w sercu zasmucenia...
Mówiłem zawróć i trzymaj się ziemi,
A Niebo całe pomoże ci wrócić,
Wiele widziałaś, przez gwiazdy błądziłaś,
A więc dlaczego tak teraz się smucić?
Dla innych jeszcze bramy me zamknięte,
Ty tu błaganiem do mnie zapukałaś
A ja wpuściłem cię w twojej udręce,
Przypomnij sobie co mi obiecałaś!
Że wytrwasz w całym uporze człowieka,
Który po czasie dopiero tu stanie...
Wiesz przecież teraz - całe Niebo czeka,
Przestań więc prosić: "zabierz mnie mój Panie".
Bo świat dla ciebie stworzyłem z nicości,
A ty nie umiesz zrozumieć właściwie,
Że krzyże zsyłam tym, co w swej miłości
Światłem obdarzam i Światłem ożywię.

Pierwszy ołtarz

Nie pragnę twoich bezmyślnych pacierzy,
Pragnę usłyszeć w nich twórcze myślenie,
Wiarę masz we mnie, lecz chcę byś poszerzył
Wielki krąg myśli, byś wzrastał swą wiedzą,
A równocześnie masz miłość odtworzyć,
Bez niej pusto w Kosmicznej oprawie.
Swoim marzeniem planowałem stworzyć
Pełnię w człowieku, aby móc go zbawić.
Nie możesz pojąć procesu stwarzania,
To trudny proces, a jesteś zbyt mały,
By pojąć wszystko swym krótkim spojrzeniem,
Musiałeś najpierw ciało doskonalić.
Proch cały w sobie przetworzyć w kryształy,
Do słońca stanąć prosto ludzką twarzą,
By jego światłem rozjaśnić się cały
I skłonić Bogu w tym pierwszym ołtarzu. 


Koszmarny sen

Obudziłem się smutny, jakiś rozstrojony,
Z oczu mi łzy spływały gorzkie i palące,
Sen znowu przywołałem dziś w nocy wyśniony,
A obrazy w nim miałem koszmarne, męczące...
Ledwie oczy zamknąłem, w ciemność uleciałem
I ogromne zwierciadło przede mną stanęło,
A oprawione było w moje własne ciało.
Jakim prawem - myślałem - moją ramę wzięło?
Dotknąłem własnej twarzy, czy jest tam gdzie była?
W lustrze jej nie widziałem, co lustro zrobiło
Z moim własnym odbiciem? Coś to wszak znaczyło.
Ale ono milczało, tylko błysk rzuciło.
Błagałem je gorąco, a nawet przyklęknąłem,
Aby  chciało mnie odbić, a więc gdy westchnąłem,
 Na tafli oddech zobaczyłem
I szept lustrzany: "Dobrze, twą skruchę przyjąłem.
Wyjaśnię ci dlaczego straciłaś partnera,
Znudziło mi się patrzeć na twą szarą postać.
Codziennie notowałem jak w tobie umiera
Radość życia, marzenia, jak rodzi się rozpacz.
Twoje myśli leniwe blask mi odebrały,
Działasz jak w malignie, bierny i bezwolny.
Popatrz jak zabrudziłeś lustrzane kryształy,
Nigdy się nie uśmiechasz, jesteś niespokojny,
To moje pierwsze ostrzeżenie.
Gdy się obudzisz rano, przyjrzyj się uważnie
Swemu odbiciu w lustrze, niech twoje spojrzenie
Będzie bardziej ciekawe i bardziej poważne". 


Witraż 

Witraż wstawiłem we wnętrz mej duszy,
Chciałem ją jakoś szczególnie ozdobić,
By całe Niebo dało się poruszyć,
By się zniżyło i chciało w nim odbić,
W tym Witrażu, gdzie barw jest tak wiele,
Choć mały kształtem, ale przebogaty,
Nie na swoim miejscu jest, bo nie w Kościele,  
A wbudowany do ludzkiej Komnaty.
W nim są zamknięte te blaski, te cienie,
Które dla oka innych niewidoczne.
Wstawione nawet są drogie kamienie
Z przebytych cierpień i zdarzeń tak mrocznych,
Że ledwie mały akcent zaznaczyłem..
Jest tyle trudu i że Ci wierzyłem
I że nie znajdę głębszego wyrazu... 

Zaduma Boga

Jeśli pomodlisz się do swojego serca, 
Pana odkryjesz w duszy zamieszkałej
Przez sto demonów piekła i niebiosów,
A wtedy staniesz we mnie zadumany...
W swoim odbiciu lustrem pogłębionym.
Bo twarz swą własną tobie darowałem
W swoim marzeniu, aby poznać siebie
Swoją wielkością i swoim stworzeniem,
Tego co wielkie jest, a było małe
We mnie zamknięte, lecz tobie oddane.
Szukałem twarzy twojej dla siebie
Wieczności ramą w nieskończoności dali,
Promieniem źródła najczystszych kryształów,
Marzeniem serca w słowie odczytanym,
Całą tęsknotą za tym: "Niech się stanie"!
Byłem samotny, w bycie sam dla siebie,
Samotność moja była zawieszeniem
Ducha w materii lub materii we mnie,
By prostą formą wyrazić w tej Jedni
Twój prapoczątek i mój dzień powszedni,
A chciałem również mieć swoje niedziele.
W moim marzeniu była cała siła
Stworzenia świata dla ciebie i siebie,
By w słowie: "Jestem" wszystko się spełniło
Przez rozdzielenie i powrót  nadziei 
W mój dom ostatni - nigdy nie skończony.
Swoją pokorą drzwi ci otworzyłem,
Byś pracą dla nas mógł jak człowiek sprostać
Drodze powrotnej z tej przestrzeni ciemnej
W krainę światła, bym nie był samotny.
Zawrócisz wtedy do swoich praźródeł,
Gdzie planowałem w swoim wielkim cudzie
Oddać ci życie, aby w nim pomnożyć
Siebie samego w naszym wspólnym kodzie,
W ciągłym szukaniu siebie, w tym "dlaczego"?
Całą miłością dla ciebie skupiłem 
Swojego Ducha - materię stwarzając,
Kosmiczny obszar gwiazdami usiany,
Kod tajemnicy wszelkiego obrazu,
Bym mógł wśród braci na ziemi przystanąć. 

Nędza i złoto

Zwiedziłem wiele dla mnie obcych krajów,
Chciałem zrozumieć ich życie, ich siłę,
Dotrzeć do jądra wspólnych naszych zdarzeń,
Które wiązały nas wszystkich na chwole
Dobre i złe w obecnych nam czasach.
Piękno tak różne było naprzemienne,
Jak pory roku barwy zmieniające
I kolor skóry, myśli też odmienne
Witały moje kroki badające
Wsztstko co nowe i jeszcze nieznane.
Czy są szczęśliwi - myślałem stroskany -
Czy mają w sobie coś z mego obrazu,
Czy patrzą częściej w przeszłość,
Czy w przyszłość, do czego dążą,
Jakiego wyrazu szukają w słowie kiedy się spotkają?
Nędzę widziałem nieraz tak ogromną,
Że duszę chciałem podzielić miast chleba,
Bo go nie miałem, ale zapłakałem,
Gdy małe dziecko prosiło mnie nieraz:
"Panie daj grosik, w domu taka bieda",
Spotkałem twarze takie wygłodzone,
Jakby ich ziemia kamienie rodziła.
W wychudłych ciałach, w spojrzeniach spłoszonych
Nie mogłem dojrzeć tego co to miłość,
Bo strata była ich beznadziejnością.
Ujrzałem kiedyś postać tak skuloną,
Że jej nie mogłem rozpoznać właściwie,
To biedny diabeł z opuszczoną głową
Też siedział żebrząc i w oczach miał chciwość.
Więc też mu grosik do sakwy włożyłem.
Nawet dla niego litość w sobie czułem,
Ale zz pogardą dziko zachichotał 
I zrozumiałem, że symbole żyją
Wszędzie te same, że nędza złoto
Po całym świecie sumienia szukają.
Anioła wtedy też w drodze spotkałem.
Miał smutną postać, skrzydeł nie rozwijał,
Szedł z pustym wzrokiem i swą bezradnością
Jakby sam z sobą i niebem się mijał,
By poznać dolę człowieka na ziemi.


Rozliczenie
/po II wojnie światowej/

Idąc przed siebie w to podróżowanie,
Na drogę wziąłem Almanach męczeństwa
Ostatniej wojny, gdzie ich mordowano
W jaki to sposób, jakby do szaleństwa
Nie było przejścia - było tylko ono! 
Chciałem odwiedzić wszystkie miejsca straceń,
Gdzie groby bliskich mi i sercu drogich,
Chciałem zapewnić ich, że nie zapomnę
I że wciąż dla nich palimy tu ogień,
Aby rozjaśnić im obecne czasy.
Kwiaty złożyłem, takie najpiękniejsze,
Aby i dla nich coś wyrosło z ziemi
Tej ukochanej, dla której ginęli
I chociaż teraz w niej spoczęli niemi,
Krzyczało za nich wszystko to, co żyje..
"Sprawiedliwości" - gdzie jest sprawiedliwość? -
W tych krematoriach, w którychśmy płonęli
Jak w piekle było; pytamy; czy miłość,
Która wybacza, to też im wybaczy?
I rozgrzeszenia w historii udzieli?

Lecz nagle obok - "raus, raus" - usłyszałem.
Spojrzałem drżący, oczami nie wierzyłem,
To znowu diabła przy grobach spotkałem.
Stał butnie, łamał wszystkie nasze krzyże,
Czarną sfastyką chciał miejsca ich zmienić.
Płonął w swoich oczach taką nienawiścią
Jakby świat cały chciał w piekło zamienić.
Zmieniał swą postać raz po raz w terroryzm,
Aż się schyliłem, szukając kamieni,
BY tym największym też w niego uderzyć...
Wtedy się splotłem z czyjąś inną dłonią,
Która wraz ze mną kamienia szukała.
To dłoń anioła, on też nie wytrzymał,
Ale po twarzy gorzko mu spływała
Jedna łza tylko, która wybaczała.
Przebacz - wyszeptał - to dawno już było,
Gdzie "oko za oko, ząb za ząb",
Przypomnij słowa inne, w każdych miłość...
Lecz nie dokończył - chodź, odejdźmy stąd,
Aby przemyśleć to wszystko od nowa...
I usłuchałem mojego anioła.
Po polnych drogach oddechu szukałem,
Ale gdzie tylko oczy swe zwróciłem
Wciąż jakieś groby znów napotykałem,
Bym nie zapomniał i nie szukał złudzeń...
Te były ciche jak śmierć co przychodzi,
Niektóre ledwie tylko oznaczone..
Ale wiedziałem, że przy nich jest codzień
Jedno choć serce, które zrozpaczone
Nie może straty tej nigdy zapomnieć!

I do tej pory nie mam odpowiedzi,
Bo jej nie mogę znaleźć w samym sobie -
Czy wybaczenie, to jest sprawiedliwość,
Czy sprawiedliwość mam zawierzyć Tobie
I sam wymierzysz ją w ostatnim czasie?

Spotkanie Życia i Śmierci

Brzegi dwóch światów tęsknotą rozdane,
Promień nadziei własnym rozszczepieniem
Pragnął zjednoczyć i tęczę przerzucić
Spinając Światy - światła odkupieniem.
Pomost tęczowy wstęgą wielobarwną
Każdej tęsknocie ułatwia spotkanie,
Wybór koloru dla kroków witalnych,
Barwę uśmiechu w spojrzeniu oddaniem..
A gdy tęsknoty z taką samą siłą
Biegną myślami po moście tęczowym
W połowie drogi, by spotkać się p staną
W zadumie szczęścia marzeń kolorowych.
Na promień tęczy, która się odbija
Wielością uczuć i barw oniemiałych...
A potem - wszystkość zespoli się w bieli,
W jasności uczuć i myśli rozwartych...
Nie ma tęsknoty i nie ma nadziei,
Jest tylko PAMIĘĆ niczym nie zatarta!

Jest tylko Życie 

Jest tylko życie, śmierć to przemienienie,
Powstałeś z Ducha i do Niego wracasz,
A proch, to tylko twoje ciało ziemi,
Które uświęcasz w sobie i w sobie wzbogacasz.
Lęk cię poraża przed Wielkim Powrotem,
Drżąca niepewność jak sieć cię oplata
Kryjąc to miejsce, gdzie otworzyć wrota
W gwiezdny korytarz aż do Domu Światła...
Wszak adres swego miejsca przeznaczenie
Życie przed czasem w duszę ci wpisało...
Co twoje na ziemi - niech otuli Ziemia,
A Duch posłucha, co ci się zdarzało...
Rozliczysz siebie w świetle wybaczania,
Bagaż pomyłek w Pamięci zostawisz
Kosmicznej Przechowalni - z łaskawości Nieba,
Aby w Czystej Miłości duszę ułaskawić.

Wierność Sobie i Bogu 

Zamyśl się nad tym, co odczuwasz w sobie,
Nie bój się swoich uczuć i myli otwartych...
Jestem zawsze na straży - bom ja też był człowiek
I z tobą chcę przeżywać wszystko to, co warto.
Dałem ci wszak na drogę, co miałem w swoim domu,
Wszelakie ludzkie uczucia i mądrość stawania,
Dałem ci wolną wolę - co, gdzie, jak i komu...
I wiem jak ciężkie są twoje  zmagania.
Wyrosnąć na człowieka, to ciężka jest praca,
To odbicie mojego procesu stwarzania:
Musisz w swojej istocie stale się wzbogacać,
By kiedyś... stanąć przy mnie wiernością oddania. 

Przyjaźń Boga z człowiekiem

Jestem na każde człowiecze wezwanie,
Nigdy nie rzucam partnera w podróży,
Masz zatem moją rękę w tej przyjaźni,
Bo w drugiej trzymam piękną różę...
Ta rża chowa kolce za płatkami,
Kolorem wabi i nadzieją krzepi.
Uśmiech potrafi wywoływać na twarzy
I wiarę w przyszłość, że będzie nam lepiej! 

Największy prezent Życia - Życie

W pierwszym oddechu od Światła dostałeś 
Życie w prezencie, a choć  było małe,
W twoim rozbłysku gdzieś w głębi marzyło
Swój los dla ciebie - swoją drogę śniło...
Tak się spieszyło, aby ci powiedzieć,
Że czeka w tobie na drugie spotkanie... 
Aż krzykiem życie do światła mówiło:
To mały człowiek, lecz kiedyś zostanie
Wielkim i mądrym, dobrym i uczciwym,
Aby w nim wszyscy światło rozpoznali,
A świat przyglądał się i wielce dziwił
Czy to możliwe co mu obiecali? 

Zamiast modlitwy

Patrzyłem cicho w krzyż na swojej duszy,
Wielkim skupieniem przekazać Ci chciałem
Słowa miłości mojej i otuchy,
Człowieczej wielkości, choć tak jestem mały..
Wybacz mi tylko moje śmiałe słowa,
Gdy całym sobą chcę "Ojcze" powiedzieć,
Mówię jak gdybyś wszystko mi darował
I raczył przyjąć do Światła u siebie.
Nie umiem tylko w kategoriach winy
Rozmawiać z Tobą - jak nam przykazano,
Nie mogę pojąć całej tej przyczyny,
Ale wiem jedno, że za mnie cierpiałeś.
Że byłeś we mnie często zasmucony, 
Że tysiąc razy ze mną umierałeś,
Że nie szczędziłeś mi swojej korony,
To właśnie dzięki niej nas spotkałeś.
      
Głos Ziemi i Nieba

Głos jakiś szarpnął moim wędrowaniem
Po wielkiej, pięknej Ziemi nieskończonej
W czasie stwarzania, w czasie przemijania
A skierowany był do braci moich,
By przystanęli i Głosu słuchali.
Głos mówił:
                                                          Judaszu zawróć do swoich wspomnień,
Kiedy wydałeś mnie na krzyżowanie...
Twoja to rola, czasem pomnożona,
Biegiem rozwoju w dwutysięcznej ramie
Dalej planować: "teraz Ziemia cała
Będzie podstępnie na swą śmierć wydana,
By wszystko ciało jako okup złożyć".
Patrz co zrobiłeś z moją piękną szatą,
Była zielenią i kwieciem pachnąca,
Błyszczała w wodach srebrzyście lustrami
Jakby swe oczy oddawała słońcu
I dziękowała mu za to, że żyje.
A ty swą całą podstępną naturą
Zniszczyłeś wszystko co ci darowała,
Nawet jej słońce zasłoniłeś chmurą
Ciemnego pyłu własnego działania,
By pętlę zacisnąć historii.
Stań, miej odwagę teraz się odwrócić!
Drugi raz będziesz wypędzony
Ze swego raju, ze swej świętej Ziemi,
Którą wydałeś wybuchem atomu
Piekłu samemu na wieczystą stratę.
Stań, to wołanie z wysokości nieba,
Moje ostatnie wielkie ostrzeżenie!
Zawróć w swych czynach, bo inaczej zginie
Wszystko co żyje i ty zginiesz pewnie,
Śmiercią po stokroć gorszą, bo haniebną!
 
Genesis

W słowie odwiecznym "jestem" myśl życia skupiona,
Mocą Jaźni Najwyższej wyłonionej z siebie,
Miłością życia -życie zostało wzbudzone
W mnogości luster Słowa w tajemniczym niebie.
Rozjarzyła się ciemność i pełnią westchnęła
W tym wielkim planie życia w kosmicznej oprawie,
Z pozornego chaosu tworząc wielkie dzieło,
Które miłością swoją i mądrością zbawia.
Czas zaczął płynąć w pradawnym strumieniu,
Z przestrzenią światła ramiona splatając,
Aby miary wyznaczyć wszystkiemu stworzeniu
W wielkiej przemianie życia - cierpliwie czekając.
        
Marzenie światła Życia

Wyrzeźbię sobie trzy piękne kryształy... -
W sennej poświacie światło cicho śniło, -
A potem w duszy ludzkiej je oprawię,
By wszystka moja jasność w niej Ożyła.
Ten sen świetlany dosięgał człowieka,
Też zaczął marzyć o swym wielkim blasku,
By swe działania i myśli rozjarzyć,
Serce rozpalić do białości blasku.
Wtedy sny w jednym wspólnym wielkim rozmarzeniu
Powędrowały, by spotkać się ze sobą,
W gwiazdach zapisać to, co planowały,
Przypieczętować tarczą księżycową..
I tak powstała wielka astrologia,
Księga przyjaźni światła i człowieka,
A każda gwiazda wszystko w sobie chowa,
Człowiek tylko zapomniał na co w życiu czeka.

Instrukcja Nieba

Musisz starannie wyrażać co czujesz,
Słowa są ważne, a choć je rymujesz,
Nie zawsze wszystko da się wypowiedzieć,
Musisz się wsłuchać, by przyszła do ciebie
Melodia słowa, w niej łatwiej wyrazić
Wszystko, co w tobie wewnętrznie związane.
Rytmem przekazać, harmonią wygładzić
Fałszywe myśli życiem zapisane.
Przekazać innym tylko te prawdziwe,
W których odnajdą swoje zagubienie,
Cień swego lęku, by całą swą siłą
Doszli do siebie wewnętrznym skupieniem,
By w rezonansie z tobą pozostali
Głębiej pojmując człowieczą naturę,
Siebie to samych w sobie odkrywali..
Idąc przed siebie, choć zawsze pod górę..

Jak się odnaleźć

Jak się odnaleźć w tym dziejów zamęcie,
Jak nie zagubić swego człowieczeństwa,
Jak zyskać równowagę, aby na zakręcie
Przemiany życia nie popadać w szaleństwo?
Skąd czerpać siłę, by innym pomagać?
Tym, którzy słabsi, którzy udręczeni,
Którym zabrakło chleba, nie tylko odwagi,
I jak dokonać cudu, by los się odmienił?
Jak lęk wypłoszyć ze swojego wnętrza,
By mieć nadzieję, która się wymknęła
Poprzez szczelinę trudu i zmagań, i męstwa,
Chociaż Polska wciąż żyje, jeszcze nie zginęła!
Tyle pytań wysyłam pod sklepienie nieba,
Tyle próśb, by Opatrzność czuwała nad nami,
By Bóg się ulitował, oświecił, jak trzeba
Wywalczyć swoją wolność czystymi rękami.

Myśli jak larwy

Myśli jak larwy w świetle dojrzewają
W umyśle duszy głęboko chowane.
Zadumę ciszy o swój kształt pytają ,
By wypowiedzieć niewypowiedziane.
By przeistoczyć się z larwy w motyle,
By móc wibrować prawdą swego czasu,
By się przejawić w wielkiej gamie stylów
Jednej idei, że duch jest kompasem.
Zanim rozbiegną sie we wszystkie strony
Dojrzałe myśli i ich przemyśłenia,
Skupieniem swiatła oddadzą pokłony
Temu co stworzył je w swoich marzeniach.
Niechaj je święty LOGOS błogosławi,
Niechaj Go slawią swoim zrozumieniem,
Niechaj sens życia i miłość oprawią
Wielką nadzieją w Jego dopełnienie.
     
Obszar niewinności

W obszar niewinności wkroczyłem odważnie,
Skupieniem swoich myśli otworzyłem bramę
I znalazłem się w ciszy odświętnej, poważnej,
Gdzie wszystko dla mnie było już przygotowane.
Kształtu swojego cienia nigdzie nie dojrzałem,
Białe światło nade mną przestrzeń rozświetliło,
A kryształowe myśłi na wskroś przenikały
Moją całą istotę, która się budzzła...
Ze zdumieniem stwierdziłem, że moje myśli skupione
W centra Jaźni tych wszystkich co po tamtej stronie,
Że to największa pamięć, że nikt nie zgubiony,
Że wszystko pozostało światłem odkupione.
Wielka radość i szczęście i pewność wzbudziła
Wdzięczność pokory serca dla Najwyższej Jaźni,
Która swą tajemnicę przede mną odkryła,
Bym mógł poszerzyć ducha twórczej wyobraźni.

Przekształcenie

W cichości wnętrza jestem zawieszony,
Nic nie dotyka ni myśli, ni serca:
Czas się zatrzymał, przystanął skupiony,
Bo przestrzeń we mnie zamieniła miejsca...
Z całą powagą niebo spoglądało
Na przekształcenie człowieczej natury,
Kiedy zawołałam o pomoc - czekało,
Było gotowe na ziemię zejść z Góry.
Nagle w kokonie coś się rozerwało,
Coś pękło z jękiem, ale bez rozpaczy.
To moje yśłi znowu oddychały,
A serce biło już swój rytm inaczej.
Cisza zaczęła wibrować dźwiękami,
Dostrić chciała rezonans mej duszy
Do dźwięku dzwonów gdzieś w Górze słyszanych...
Do Alleluja, aby czas odwrócić.

Spojrzenie

Widzisz, że oczy moje biją siłą,
Przeważnie czujesz to co wyrażają.
Czsami mylisz się, gdy mówisz: "nigdy",
Zawsze zgadujesz, gdy się uśmiechają.
Bi w nich odbijasz siebie jak w zwierciadle
Wspólnotą myśłi i światłem miłości.
Pragniesz, by życie było takie ładne,
Uciekasz wzrokiem od każdej szarości,
A czasem przecież i szarość jest piękna,
Zwłaszcza ta srebrna w odcienu popieli...
Kiedy już nasze spojrzenie uklęknie
Zmęczonym sercem i porą jesieni,
Wtedy nie dojrzysz już siły w spojrzeniu,
A tylko wielką tkliwość i kochanie,
I smutek wielki, i ml zalęknioną,
Czy dojrzysz we mnie przeczucie rozstania? 
     
Inny świat

W tym innym świecie tajemnicą skrytym
Przeróżne gamy dźwięków się splatają,
A wszystko grane w wielkiej własnej ciszy,
By w niej przystanąć swoim zasłuchaniem.
Światło tu piękne - jak świecy płomienie,
Jak rozjarzone światło u latarni,
Jak odblask słońca, aby dla uciechy
Wszystko rozjaśnić w waszych myślach czarnych.
W tym dziwnym świetle w gamach rozedrganym
Słyszymy myśłi i wspólne marzenia,
Wszystko co piękne w słowa ubieramy,
By wam je przesłać w waszych zamyśleniach.
A kto potrafi światło to maluje,
Pędzlem na płótnie zamyka w obraazie,
A inny nuty pisze - światło komponuje
Chcąc je uchwycić w swej muzycznej frazie,
A kto ze światłem w sercu się przyjaźni,
Ten nigdy lęku nie zazna już w sobie,
Ociepli wnętrze swojej wyobraźni,
Rozjaśni myśłi i powie: "Jam Człowiek".

W ten sposób własnie światłem się zapala
Dwa różne światy w jeden niepojęty,
Gdzie Życie różne przestrajane w gamach
Swej tajemnicy, klamrą "Śmierci" spięte.


Czujność

Nie chciałem zostać niczym zaskoczony
Na swojej drodze, gdy czas mnie zatrzyma
I biegłem w sobie drogą wyznaczoną
Szybciej jak życie, by smierć się spóźniła.
Czujnoścą swoją czas więc osaczałem,
O czasie przed czasem myślałem odważnie.
Wszystko co cenne w kwantach zamykałem,
By nie obciązyć swej duszy bagazem.
Zamiast adresu - kwant serca przypiołem...
To nieomylne miejsce przeznaczenia.
A potem z wielką ulgą odetchnąłem,
Bo byłem wolny od lęku w zwątpieniach.     

Paliłem światło

Paliłem swiatło na dnie mego serca,
Kruszyłem smutek i marzenia swoje,
Powstały jakieś zmory niepokoju
Do wystąpienia bólu.... aż odkryłem duszę.
Jeśli martwota jest duszy bogactwem
Wyrwę ją z ciała i utopię w śmierci...
Nie po to wydobyłem mej radości tarczę,
Abym odrzucił ją, wszystko poświęcił
Męce poznania dla potomnych czasów.
Nie oddam duszy smierci i nikomu,
Moja jest tylko i do Ciebie zmierza...
Światłem rozjarza serce w ludzkim domu
I nie oodmawia bezmyślnie pacierza.
Ty jeden mnie pojmujesz o Największy Świety,
Ty jeden ze mną we mnie cicho dyskutujesz
I chociaż dla większości jesteś Niepojęty,
Ja w Tobie z Tobą światłem podróżuję.   


Milczeć o Miłości

Jeżeli pragniesz o miłości mówić,
Najpierw ją przeżyj, aby ją zrozumieć.
Zatrzymaj w sobie, by nic z niej nie zgubić
I lepiej, zamilcz - jeżeli to umiesz.
Wszystko już o niej było powiedziane
W słowach banalnych, wielkich metaforach...
Przez wszystkie czasy była odmieniana,
Więc może lepiej przed czasem ją chować?
Pod powiekami zamknąć w swej pamięci
Przywołaną obecność jej prawdziwej twarzy,
Rozradować się cicho, objąć i uświęcić
Przyklęknąwszy w milczeniu na stopniach Ołtarza.

Dziękuję za miłość

 Myśli wszystkie stanęły w pokornym milczeniu,
Zasłuchały się w ciszę gdzieś na nieboskłonie.
Nie czułam w sobie lęku am=ni rozżalenia -
Zasmuceniem jedynie przeczuwałam koniec.
Chciałam jeszcze wszystkiemu skłonić się odświętnie,
Podziękować za wszystko, co mi się zdarzył,
Za całe swoje życie, choć nie zawsze piękne,
Ale najbardziej Panie dziękuję za miłość.   

Niech się stanie

Pod zamkniętymi powiekami
Świetlany ekran z ciemni się wyłania,
A na nim myśli sercem dyktowane
Plyną w zadumę ciszy gdzieś za kraniec...
Jesteś, kim jesteś, dokąd w czasie zmierzasz,
Skąd tu przybyłeś na podróżowanie
Swoją niepamęć na światło ottwierasz,,
By poznać w sobie to, co niepoznane.
Przysiądź przy źródle swego przeznaczenia
W wielkiej rzeszłości, która choć minęła,
Tobą się stał, w tobie się przemienia,
By jedną chwilą wieczność cię objęła.
Umysł przystanął w sobiezasłuuchaniem
Ducha jedności w tej pamięci świętej,
Przeczuwając, że w Jego mocy "Niech się stanie",
Stał się! - by odkryć w sobie "Jestem" niepojęte.

Baśń księżycowa

Rozjarzyło się światło pod sklepieniem nieba
Gwiazdami, co w ukłonach promienie rozdają.
Księżyc szuka w pamięci baśni, przestał ziewać,
By ziemi opowiedzieć i tym co słuchają,
Że dzisiaj właśnie wielkie jest, największe święto,
Że cała droga mleczna drży w swoim wzruszeniu,
Że cud cudów się zdarzył całkiem niepojęty,
Bo sam Bóg się uśmiechnął w każdym swym stworzeniu.

Dziwny sen

Sen dzisiaj mnie nawiedził na granicy jawy,
Spałem - nie spałem, gdy między chwilami
Ktoś klucz mi rzucił z uśmiechem zachęty,
Ogromny i rzeźbiony, klucz do wielkiej bramy.
A potem brama weszła i we mnie stanęła...
Najwidoczniej czekała abym ją otworzył,
Ale z żalem stwierdziłem, że w niej zamka nie ma.
Dziwne - myślałem... - Kto tę bramę otworzył? -
Tak się skupiłem w sobie, tak chciałem to wiedzieć,
Ze tajne wrota bramy otwarły się same.
Tym zamkiem właśnie było to skupienie
I wtym wewnętrznym stanem otworzyłem bramę.
Nagle w rozbłysku światła napis się wyłonił:
"Witamy w Kraju Myśłi" - światłem mnie otoczył
I wprowadził w abstrakcję - w Obszar Pandemonium.
Bałem się zagubienia w tej nowej krainie,
Ale wokoło myśli cicho mnie wołały...
Wejdź śmiało, tutaj nikt kto szuka nie zginie,
A znajdzie siebie w sobie, wstanie zmartwychwstały,
Jeszcze nie znasz sam siebie, nie znasz swej istoty,
A więc zaryzykować warto, choć się lękasz.  
Masz teraz w duszy klucz cały ze złota
I wszystko jasne w tobie kłania się i klęka...
Kompasem niech ci będzie intuicja serca,
Zawsze ci nieomylnie wskaże te rejony,
Które warto odczytać i zamknąć w pamięci.
Lecz nagle sen się skończył, zostałem zbudzony.
I tylko cicho serce powtarzało:
"Wyjmij ciekawość ze swego wnętrza
I opraw w ramy całej tej cichości,
Która przypomni ci, że w bramę weszłaś
Właśnie cichością, bez oklasków gości"     








Powrót

W tajemnicy misterium światło się rozjarza,
Przywołane wspomnienia płyną swą zadumą
Poprzez Korytarz światła do stopni ołtarza,
A w duszy mej odświętnie, bo wracam z podróży,
Podróżowanie długie – kosmiczna wyprawa
Poprzez przestrzenie czasu w pamięci zamkniętej
I czekanie na przystań, i znowu odprawa,
Aż wszystko się wypełni i stanie się święte.
Teraz więc już zawracam w czasie odwróconym,
Nie przejrzystość materii już mi nie przesłania
Twarzy Mistrza a Makramie Jerozolimowej,
Który wszystkość prowadzi do zmartwychwstania.

Najtrudniejszy zakręt

Czy można pokochać – serce siebie pyta?
Zamyka oczy w sobie i tak cicho marzy.
A czasami ten drugi właściwie odczyta,
Choć nie widać niczego na zdrętwiałej twarzy.
Teraz już nie czas wiosny, a jesień nadchodzi,
To nie pora na miłość, to raczej rozstanie,
Ale w głębi serca zostaniemy młodzi
I nie chcemy odchodzić samotnie i sami..
Jak myślisz – czy nam życie da jeszcze w prezencie
Taką jedną najmniejszą tajemnicę jaźni?
Czy na tym najtrudniejszym, ostatnim zakręcie
Uklękniemy wewnętrznie cisi i poważni?

Ostatni pokłon

Oddam Ci pokłon znużeniem pielgrzyma,
Bo cała dusza tego nie pomieści
Co czuję wnętrzem mego człowieczeństwa,
Przeczuciem tego, co z Tych opowieści
Ledwie obrysem zaznaczyłem w życiu.
Kiedy nadejdzie swoją wielką ciszą
Mój Anioł Śmierci, by mi drzwi otworzyć,
Szeptem wypowiem i całą tą treścią
Ostatniej chwili, że wita Cię człowiek,
Który tak pragnął w sobie chronić Boga.
Stań wtedy przy mnie i rozjaśnij drogę,
Aby mnie ciemna przestrzeń nie wchłonęła,
Nie wtopił zamęt Kosmicznej Boleści,
Abym mógł Tobie przedłożyć te dzieła,
W którym marzyłem, aby zostać wielkim.
Wracając w Twoje Ojcowskie ramiona
Poszukam Matki spojrzeniem nadziei,
Że właśnie pierwsza przywita mnie Ona
Swoim uśmiechem w zadumie materii...
Nad moim duchem w momencie skończonym.
Życie jest światłem, a śmierć tą światłością,
Która wyznaczy mi miejsce w przestrzeni
Twego obszaru baśni nieskończonej,
O tym jak miłość wyrosła z kamieni,
W które zasiałeś swe Słowo Wcielone.
Stanę tak cicho, że Ci nie przeszkodzę
W tej opowieści, którą snujesz życiem
I śmiercią, aby tajemnice swoje
Przekazać wszystkim w ramie oprawionej
Własnym portretem – gdzie Bóg jest i Człowiek.


Zebrany plon

Dziś wiem, ze Jesteś, już nie muszę wierzyć,
To dla mnie przyszła pora wyjaśnienia
Za całą miłość kupioną w pacierzach,
która pomostem była mi do nieba
Wynosząc w światło poza przestrzeń czasu.
Nie śniłem nawet w najgłębszych marzeniach
O tym spotkaniu z Twoją obietnicą
Wręczenia klucza razem z rozgrzeszeniem,
W zamian za powrót ponowny do bytu,
Gdzie miałem czekać na słowo „Spełnienie”.
Fakty w oprawie tajemnicy nieba
Rzucają światło na kryształ przewodni,
Który jasnością przełamuje ciemność
I wodę życia rozpala na ogień
Wypalający na wszystkim co żyje
Znak Twojego krzyża miłością rozpięty,
Aby zatrzymał się każdy przechodzień
W zadumie zycia, a poczuł się święty
Poprzez doznanie wszelkiego cierpienia.
Ty miałeś rację, bo teraz wiem o tym,
Że kiedym szukał komplikując ducha,
Błądziłem często i odczytać znaków
Nie potrafiłem, a cała otucha
Mnie opuszczała i byłem samotny.
Lecz Ty nade mną ciągle gdzieś czuwałeś,
Bym się odwrócił prostotą miłości,
Którą mi w głębię istoty wpisałeś
Dla odczytania całej tej mądrości
W mej własnej myśli, to co w niej zasiałeś.

I znów dla innych ta moja opowieść
Jest paradoksem, jak Twoja przed laty
Dla tych, co kochać nie umieją w Tobie,
Ale żądają dla siebie zapłaty
Jakby Ci łaskę robili, że żyją.

Chciałbym tak pomóc wszystkim, co szukają
Swej własnej prawdy klamrą serca spiętą,
Obejmującą to, co jeszcze skryte
Przed ich oczami, jeszcze niepojęte,
Ale już wiele razy przeczuwane.

Adagio Albinioniego

Miłość jak fraza muzyczna powraca
Żywy kształt przywracając temu, co umarło,
Bo wasza dusza stale się wzbogaca,
To ja zasiałem mej miłości ziarno.
Powoli kłosy do słońca się złocą,
Moja to siła, aby was prowadzić,
Swe oczy miejcie w słońce odwrócone,
Bo w słońcu łatwiej ze wszystkim poradzić.
Miejcie dusze otwarte na muzykę,
Moja to siła w niej wrota otwiera
Słucham... i waszą tęsknotę tu słyszę
Jak waszą miłość i ból się odbiera
We wszystkich gamach skrzypcowych melodii
We wszystkich rozpaczliwych łkaniach...
Miejcie w swym sercu i w każdej swej dłoni
Wrażliwość struny, co pięknem was zbawia.
Kończę tym właśnie akordem powagi
Wszystko co piękne, wszystko to, co moje,
Przebaczam światu w nim wszystkie zniewagi
W swoim akordzie miłości w pokoju.

To Albinioni ze mną tu rozmawiał,
Swoją muzyką i skrzypiec strunami
Dla mnie swój ołtarz w dźwięki przyozdabiał,
By oddać pokłon gdzieś między frazami.
On to nie wiedział, że na jego duszy
Harmonia dźwięków rozpostarła dłonie
Jednego Dyrygenta, co cały świat musi
Wygrać w stworzeniu, by usłyszeć koniec.